O konieczności popełniania błędów

  • Post published:

Przyznam, że nie mogę już słuchać tych wszystkich lamentów dotyczących premiery Cyberpunka: „jak to możliwe, żeby duża, renomowana spółka publiczna wypuściła na rynek wadliwy produkt….”. Cóż, CD Projekt stał się wielką firmą właśnie dlatego, że nie bał się ryzyka popełniania błędów. Taka właśnie jest przedsiębiorczość: ryzyko porażki jest jej nieodłącznym cieniem. CD Projekt jako jedna z niewielu dużych firm z branży gier podjął ryzyko kończenia prac nad Cyberpunkiem w warunkach pandemii, zdalnej pracy, a potem premiery tej gry w okresie świątecznym. Firma poniosła porażkę, z której z czasem się podniesie. Czy jednak podjęcie ryzyka tego rodzaju było błędem? Niekoniecznie.

Te wszystkie lamenty nad CD Projektem martwią mnie, bo zdradzają jakiś trujący element, który wciąż tkwi w polskiej kulturze, a mianowicie: moralne potępienie porażki jako największego zła. Tymczasem porażka jest nieodłącznym elementem jakiegokolwiek postępu i rozwoju. Jedną z podstawowych przyczyn dla których liczne próby kopiowania Doliny Krzemowej w innych miejscach świata się nie udają jest fakt, że najtrudniej skopiować panującą tam kulturę akceptacji dla ryzyka i potencjalnej porażki – „fail fast, fail often”. Nawet nasi zachodni sąsiedzi mają problem z budowaniem w Niemczech technologicznego centrum dla rozwoju startupów właśnie z uwagi na rozpowszechnione potępienie dla plajty jako czegoś moralnie eliminującego z „klubu dżentelmenów”.

Gdybyśmy jako społeczeństwo startowali w konkursie na największą liczbę prototypów w muzeach tudzież obiecujących pomysłów technologicznych historyczna pozycja Polski nie byłaby wcale taka zła. Problem w tym, że pomysły same w sobie nie mają znaczenia. Liczą się tylko rentowne przedsiębiorstwa, które na ich podstawie udało się zbudować i które trwale zmieniają rzeczywistość. W tym zakresie jednak sytuacja wygląda mniej różowo. Z reguły zabrakło tego kogoś, kto był skłonny wziąć na siebie ryzyko i ciężar mozolnego rozwoju produktu. CD Projekt jest tutaj jednym z chlubnych wyjątków.

Być może winien jest temu system edukacji, który aktualnie koncentruje się na przygotowywaniu do bezbłędnego wypełniania testów na ocenę…. Odtwórczy model wiedzy i kompetencji, który stoi za tym systemem był może przydatny 100 lat temu celem kształcenia kadr dla taśm produkcyjnych w fabrykach. Dziś, gdy przy taśmach produkcyjnych coraz częściej funkcjonują roboty, ten model edukacji jest nie tylko bezużyteczny, ale wręcz śmiertelnie szkodliwy, bo zabija innowacyjność i kreuje strach przed popełnianiem błędów.

Tymczasem w przypadku bardziej złożonej rzeczywistości coraz trudniej tworzyć produkty na zasadzie: przemyślmy wszystko i wyeliminujmy każde ryzyko. Ten model jest może przydatny w budownictwie czy wprowadzaniu na rynek nowych leków (choć i tu zbyt często dominuje mentalność, która każe ludziom umierać w oczekiwaniu na innowacyjny lek, byleby tylko urzędnikowi nikt nie zarzucił, że przedwcześnie dopuścił lek do obrotu). W pozostałym zakresie rozwój metodą prób i błędów jest najlepszą taktyką radzenia sobie z rzeczywistością.  Ray Dalio zwykł promować zasadę, że „pain + reflection = progress”. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej: bez bólu związanego z nieuchronnymi porażkami po drodze nie ma jakiegokolwiek rozwoju. Stare przysłowie pszczół mówi: nie myli się tylko ten, kto nic nie robi