Demografia, głupcze!

  • Post published:

New York Times ostrzega przed nabierającym tempa procesem spowolnienia globalnego wzrostu populacji. Dzietność drastycznie spada nawet w takich krajach jak Indie czy Meksyk, pozostając na wysokim poziomie jedynie w Afryce. Decyzje polityczne czy biznesowe, które będą ignorowały ten trend, mogą doprowadzić do katastrofalnych skutków.

XX wiek, pomimo kataklizmów dwóch wojen światowych, przyniósł ze sobą niespotykaną eksplozję globalnej populacji – od 1,6 mld w 1900 roku do 6 mld ludzi w 2000 r. Zasadniczo zawdzięczamy to wzrostowi zamożności społeczeństw i zaawansowaniu technologicznemu, które doprowadziły do spadku umieralności wśród dzieci i wydłużeniu się średniej długości życia człowieka. Procesy te opisywał już Hans Rosling w swojej książce Factfulness (gorąco polecam!). Rosnąca globalna populacja była jednym z motorów wzrostu gospodarczego minionych dekad.

Wiele wskazuje na to, że wiek XXI przyniesie ze sobą wyzwania zgoła odmiennej natury. Jak wynika z badań przedstawionych w magazynie The Lancet, od ok. 2064 roku globalna populacja (prognozowana wtedy na 9,7 mld) zacznie się kurczyć. Fakty są tutaj nieubłagane – wzrost zamożności społeczeństw, pociągający za sobą rozwój systemu ubezpieczeń społecznych, migrację do miast, aktywizację zawodową kobiet oraz dostęp do antykoncepcji, prowadzi do spadku liczby rodzących się dzieci – w większości przypadków poniżej poziomu zastępowalności. Oznacza to, że mniej ludzi się rodzi niż umiera. W rezultacie tego procesu społeczeństwo nie tylko się starzeje, ale ostatecznie także kurczy. Proces ten dotyczyć będzie nie tylko „starej” Europy, ale także Chin i Indii.

Jak wskazuje NYT praktycznie żadnemu z zamożniejszych państw, pomimo dziesiątków miliardów dolarów wydawanych rocznie,  nie udało się trwale odwrócić tej tendencji i skłonić kobiety do rodzenia większej liczby dzieci. Jedyną skuteczną metodą zmniejszania negatywnych skutków tego zjawiska przez dobrze zarządzane państwa jest polityka migracyjna, która jednocześnie przyspiesza depopulację mniej zamożnych i rozwiniętych regionów świata, np. Europy Środkowej i Wschodniej. Dlatego też jest wysoce mało prawdopodobne by dość niewysublimowane metody wspierania dzietności podejmowane przez polski rząd – typu 500plus czy rodzinny kapitał opiekuńczy – okazały się skuteczne.

Wspomniani wyżej naukowcy z The Lancet prognozują między innymi, że populacja Polski w 2100 roku skurczy się do ok. 13-14 mln. Tego typu długoterminowe prognozy oczywiście obarczone są dużym ryzykiem błędu. Jednak o ile nie dojdzie do daleko idącej transformacji cywilizacyjnej, kierunek prognozowanych zmian populacyjnych wydaje się być wysoce prawdopodobny.

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zdać sobie sprawę z problemów społeczno-ekonomicznych, które przyniesie ze sobą starzejące się i malejące liczebnie społeczeństwo: poczynając od katastrofy systemu ubezpieczeń społecznych (coraz mniej ludzi pracujących na rosnącą grupę emerytów), przez obciążenie systemu ochrony zdrowia, czy brak rąk do pracy na rynku, a kończąc na wyludnianiu się polskich wsi i miasteczek. W tym kontekście palącą potrzebą staje się stworzenie mechanizmów zachęcających ludzi do przedłużenia okresu aktywności zawodowej oraz reforma systemu ochrony zdrowia tak, by wydłużać okres zdolności do pracy przez osoby starsze.

Wspomniane tendencje i zjawiska nie muszą prowadzić do katastrofalnych wizji. Nie z takimi wyzwaniami nasza cywilizacja dawała sobie radę dzięki postępowi technologicznemu napędzanemu przez kreatywność. Ludzkość znajduje się aktualnie na progu dwóch wielkich rewolucji technologicznych związanych ze sztuczną inteligencją i robotyzacją. Przyniosą one ze sobą radykalny wzrost efektywności pracy człowieka dzięki automatyzacji. Mówiąc krótko: dużo mniejsza liczba ludzi będzie w stanie wykonać zdecydowanie więcej pracy i wytworzyć przy tej okazji wielokrotnie więcej dóbr i usług. Są szanse na to, że pomimo kurczącej się liczby rąk do pracy pracować będziemy raczej mniej, niż więcej. Taki przynajmniej jest zasadniczy skutek postępu technologicznego w gospodarce, który pociąga za sobą wzrost produktywności, a tym samym także wzrost ilości wolnego czasu dla ludzi. Kto wie, może ludzie mniej obciążeni pracą i mający zapewnione podstawowe potrzeby życiowe za pomocą podstawowego minimalnego dochodu będą bardziej skłonni do posiadania dzieci?

Dużo zależy jednak od mądrej polityki, która w sztucznej inteligencji i robotyzacji dostrzegać powinna przede wszystkich szanse, a nie wyłącznie zagrożenia. Wymagać to będzie radykalnej promocji innowacyjności w gospodarce, tak aby procesy automatyzacji procesów produkcyjnych przyspieszać, a nie spowalniać. Jednocześnie konieczna będzie mądra redystrybucja dochodów w gospodarce. Nie ulega bowiem wątpliwości, że przemiany te przyniosą ogromny wzrost zamożności właścicieli technologii odpowiedzialnych za automatyzację. Warunkiem stabilności i sprawiedliwości społecznej będzie więc zapewnienie finansowego udziału w tym procesie szerokich grup społecznych, a w szczególności tych najbardziej wrażliwych, nie nadążających za tempem zmian cywilizacyjnych.

W krótkim terminie sukces gospodarczy poszczególnych państw, obok wspierania innowacyjności, wymagać będzie tworzenia na tyle otwartej, przyjaznej i tolerancyjnej kultury, która zachęcać będzie młodych do pozostawania w kraju i jednocześnie przyciągać imigrantów. Wydaje się, że w Polsce mamy wiele do nadrobienia w tym zakresie. Jeżeli dla młodych ludzi nie stworzymy nowoczesnej gospodarki oferującej atrakcyjne miejsca pracy oraz środowiska, w którym czuliby się dobrze, to Polska pozostanie naiwnym dawcą talentów dla światowej gospodarki. Chcąc zatrzymać młode i bardzo moblilne pokolenie w kraju, należy zaoferować im Polskę na miarę ich marzeń i aspiracji, a nie Polskę na miarę „Starszego Pana” z Żoliborza, którego od młodzieży oddzielają z reguły kordony policji z pałkami. Patrząc na młodzież protestującą na ulicach polskich miast, jak i słuchając własnych nastoletnich dzieci, jestem jednocześnie przekonany, że siermiężna nacjonalistyczno-konserwatywna indoktrynacja jaką szykuje się polskiej młodzieży będzie równie kontrskuteczna w tym zakresie, co gniewne, narodowo-klerykalne pomruki jednego z biskupów wzywającego Polki do rodzenia dzieci.

Fot. „Mother, Baby & iphone” by ROSS HONG KONG is licensed under CC BY-NC-SA 2.0