
Koniec roku jest doskonałą okazją dla prasy, aby tradycyjnie postraszyć ludzi katastroficznymi scenariuszami – to zawsze się świetnie „sprzedaje”. Przykładem jest niedawny tekst z WSJ uskarżający się na rosnący napływ kapitału do amerykańskich spółek technologicznych, który dalej pompuje ambitne wyceny tych podmiotów. Za napływ gotówki na technologiczne rynki odpowiedzialna jest już nie tylko rosnąca jak na drożdżach branża VC, ale także tzw. SPACs (Special Purpose Acquisition Company), czyli nie prowadzące działalności operacyjnej spółki publiczne, które zbierają kapitał z emisji publicznej tylko po to, aby dokonać fuzji ze spółką spoza rynku publicznego, a w ten sposób ją dokapitalizować i wprowadzić na giełdę.
Duża ilość pieniędzy na rynku, będąca skutkiem niskich stóp procentowych oraz rządowych pakietów stymulujących gospodarkę w czasie pandemii, sprzyjała wysokim wycenom spółek technologicznych. Większość z tych spółek wręcz skorzystała na pandemii na skutek izolowania się ludzi w domach, pracy zdalnej i przyspieszonej cyfryzacji gospodarki. Wyceny części z nich rzeczywiście bywały bardzo wymagające. Dziś rynkowy konsensus wydaje się zakładać, że w przyszłym roku na kursy tych spółek negatywnie wpływać będą rosnące stopy procentowe oraz podwyższona inflacja: rosnący koszt kapitału negatywnie wpływa na wyceny spółek, których zyski są znacznie oddalone w czasie.
W szerszej perspektywie rzeka pieniędzy płynących do spółek technologicznych wcale nie jest jednak aż tak nieracjonalna. W dłuższym terminie silnie deflacyjne czynniki, które od długiego czasu nadawały kształt stopom procentowym na dojrzałych rynkach – tj. postęp technologiczny, starzejące się społeczeństwo, globalizacja – zapewne ponownie dojdą do głosu. Na omawiane zjawisko można patrzeć także w ten sposób: nigdy wcześniej tak wiele ambitnych społecznie projektów tak łatwo nie uzyskiwało tak wielkiego wsparcia finansowego. Warto tutaj zwrócić uwagę na ogrom środków finansowych napędzających zieloną transformację energetyczną (klimat) czy sektor biotechnologiczny (nowe leki i terapie).
Nawet jeśli zakładać, że na przełomie 2020/2021 roku na rynku spółek technologicznych mieliśmy miejscami do czynienia ze spekulacyjną bańką to z ogólno-społecznego punktu widzenia niekoniecznie jest to powód do bicia na alarm. Jak wskazuje Carlota Perez, bańki inwestycyjne na rynkach technologicznych są naturalnym elementem cyklu koniunkturalnego, w ramach którego spekulacyjny kapitał mobilizowany jest do finansowania bardzo obiecujących technologii na bardzo wczesnych etapach rozwoju. Wiele z tych projektów upadnie i wiele pieniędzy zostanie „przepalonych”, ale te które się sprawdzą i przetrwają budują podwaliny pod nowe etapy rozwoju gospodarczego. Najlepszym tego przykładem była bańka inwestycyjna spółek internetowych z 2000 roku, która wprawdzie zostawiła po sobie cmentarzysko nieudanych projektów, jednak na tej fali wyrósł przecież Amazon.
Poszukując nieco świeższych przykładów: jakkolwiek ogromny entuzjazm na rynkach niektórych kryptowalut mógł wydawać się niekiedy nieco przesadzony, nie przekreśla to jednak długoterminowego potencjału tego rynku. Technologie związane z kryptowalutami są jednym z najważniejszych osiągnięć XXI wieku, przynoszącym ludzkości niezależny od szaleństw polityków internetowy pieniądz (Bitcoin) albo elementy konstrukcyjne rodzącego się matawersu (NFTs). Krótko mówiąc: kryptowaluty i inne tokeny oparte o blockchain już z nami pozostaną stanowiąc istotny element tkanki społeczno-gospodarczej. Zapewne podlegać będą one coraz gęstszym regulacjom jednak jednocześnie wkraczać będą do mainstreamu życia gospodarczego.
Co do SPACs napędzających napływ kapitału do sektora technologicznego, to warto ten fenomen postrzegać jako wartościową innowację na rynkach finansowych. Demokratyzuje ona dostęp do inwestycji w spółki na wczesnych etapach rozwoju, w które tradycyjnie inwestowały wyłącznie profesjonalne fundusze venture capital. Inwestycje tego typu są obarczone bardzo wysokim ryzykiem, co oczywiście przyciąga rzesze spekulantów. Jednak dla inwestorów, którzy wiedzą co robią, niekiedy może to być dobra okazja do osiągania korzyści ze wzrostu wartości spółek już od bardzo wczesnych etapów ich rozwoju. Dla start-upów z kolei, wejście na rynek publiczny poprzez fuzję ze SPAC, otwiera możliwość pozyskania dużego kapitału bez typowych zobowiązań umownych wobec funduszy VC, a także pewnej rozpoznawalności rynkowej.
Można także przekorne twierdzić, że z przewartościowaniem akcji mamy do czynienia raczej w tradycyjnych branżach, gdy na poważnie weźmie się ryzyka związane z transformacją technologiczną. Myślę tutaj na przykład o branży paliwowej (klimat) czy tradycyjnych bankach będących pod presją fintechów. Z reguły kuszą one inwestorów wysoką dywidendą jednak ich długoterminowe perspektywy bywają mizerne. Inwestorzy szukający prawdziwych okazji w tradycyjnych branżach ryzykują, że skończą jak Warren Buffet w Berkshire Hathaway – siedząc na szczycie 150 miliardowej góry dolarów, bez większych widoków na atrakcyjne projekty inwestycyjne.
Reasumując, pogłoski o bańce na rynku spółek technologicznych są trochę przesadzone – w szczególności jeśli wziąć po uwagę ostatnią korektę na rynku amerykańskim związaną z zaostrzaniem polityki monetarne przez banki centralne oraz post-pandemiczną modą na sektory cykliczne. W aktualnych uwarunkowaniach rynkowych, wbrew pozorom, na ryzyko najbardziej narażeni są konserwatywni rentierzy, którzy liczą na tzw. „ochronę kapitału i bezpieczny dochód”, a w istocie rzeczy obserwować będą jak ich oszczędności stopniowo zjadane są przez inflację. W czasach dynamicznych zmian społeczno-technologicznych, których jesteśmy świadkami, zbiorowa „ucieczka w bezpieczeństwo” wydaje się być najbardziej ryzykowną strategią.
Foto: „That was supposed to be going up, wasn’t it?” by rednuht
