
The technological Republic: Hard Power, Soft Belief, and the Future of the West, autorstwa Alexa Karpa – współzałożyciela i CEO Palantir Technologies – oraz Nicholasa W. Zamiski, to książka, która nie tylko analizuje współczesną kondycję amerykańskiej branży technologicznej i jej skomplikowanych relacji z państwem, ale także stanowi odważny manifest na rzecz odbudowy tożsamości Zachodu w obliczu globalnych wyzwań. Alex Karp, mający na swoim koncie dyplomy z filozofii i prawa (Stanford) oraz doktorat z socjologii (Uniwersytet Goethego we Frankfurcie), wnosi do tej pracy unikalną perspektywę. Jego wykształcenie – nietypowe jak na lidera technologicznego giganta – łączy zrozumienie humanistycznych podstaw cywilizacji z praktycznym doświadczeniem w zarządzaniu Palantirem, jedną z najbardziej niezwykłych i kontrowersyjnych firm technologicznych naszych czasów. Książka napisana jest z pasją i nawet jeśli niektóre jej wątki mogą wydawać się nadmiernie „jastrzębie” i konserwatywne to w wielu aspektach nie sposób odmówić jej siły przekonywania. Jeśli wizja wykorzystywania sztucznej inteligencji do analiz wielkich zbiorów danych przez państwo i jego służby może wydawać się trochę przerażająca to świadomość, że tymi samymi narzędziami technologicznymi posługiwać się będą najgroźniejsi przestępcy i krwawi dyktatorzy istotnie zmienia perspektywę.
Palantir Technologies, założony w 2003 roku przez Karpa, Petera Thiela i ich współpracowników, to spółka, która obrała drogę radykalnie odmienną od typowych firm Doliny Krzemowej. Zamiast koncentrować się na aplikacjach konsumenckich czy reklamie cyfrowej, Palantir postawił na analizę danych dla rządów, armii i instytucji wywiadowczych, co uczyniło go pionierem w wykorzystaniu technologii na rzecz bezpieczeństwa narodowego. Droga ta była jednak pełna przeszkód – od sceptycyzmu inwestorów, przez krytykę ze strony mediów i aktywistów, po zarzuty o udział w inwigilacji społeczeństwa. Mimo to Palantir przetrwał, stając się kluczowym graczem w sektorze obronnym USA, z kontraktami obejmującymi Pentagon, CIA czy NSA. Firma odegrała istotną rolę w operacjach antyterrorystycznych, tropieniu przestępczości zorganizowanej i wsparciu misji wojskowych, co świadczy o jej niezwykłej zdolności do przekuwania danych w konkretne rezultaty na polu walki czy w służbie porządku publicznego. Sukcesy w sprzedaży swojego, wykorzystującego sztuczną inteligencję, oprogramowania dla sektora publicznego Palantir wykorzystał następnie w podboju rynku oprogramowania dla przedsiębiorstw, co uczyniło go jedną z większych i najdynamiczniej rosnących firm informatycznych na świecie.
W Technological Republic Karp rozwija te wątki, wskazując, że sukces Doliny Krzemowej nie był wyłącznie dziełem genialnych jednostek czy wolnego rynku. Autorzy przypominają, że to strategiczne inwestycje państwa – od DARPA, przez NASA, po masowe wydatki Pentagonu – stworzyły fundamenty dla technologicznej supremacji USA. Karp krytykuje jednak współczesną Dolinę Krzemową za całkowite odwrócenie się od tych korzeni. W jego ocenie, przez dekady sektor technologiczny dystansował się od współpracy z rządem i wojskiem, postrzegając je jako niebezpieczne relikty przeszłości, niegodne uwagi postępowego świata startupów. Tymczasem, jak podkreśla, to właśnie technologie militarne i związane z bezpieczeństwem – od GPS po internet – zrewolucjonizowały nasze życie. Co więcej, to właśnie stabilność i bezpieczeństwo gwarantowane przez silne państwo stworzyło warunki dla swobodnego rozwoju sektora technologicznego w Stanach Zjednoczonych.
Kluczowym elementem książki jest analiza zaangażowania technologii w obronność i bezpieczeństwo. Karp nie tylko wychwala osiągnięcia Palantiru w tej dziedzinie, ale też stawia tezę, że w dobie rosnących zagrożeń ze strony autorytarnych reżimów, takich jak Chiny czy Rosja, Zachód musi postawić na „twardą siłę” wynikającą z technologii. Palantir, wspierając operacje wojskowe i służby wywiadowcze, pokazuje, jak algorytmy i sztuczna inteligencja mogą służyć nie tylko efektywności gospodarczej, ale i ochronie demokratycznych wartości. Karp nie unika trudnych pytań – jak pogodzić prywatność z bezpieczeństwem – ale jasno opowiada się za priorytetem narodowego interesu w czasach kryzysu i rosnących zagrożeń ze strony coraz bardziej zaawansowanych technologicznie przeciwników.
Równie ciekawy jest wątek odbudowy tożsamości Zachodu. Karp diagnozuje kulturowy kryzys Doliny Krzemowej, gdzie – jego zdaniem – dominuje raczej cynizm, merkantylizm i brak wiary w zachodnie wartości. Twierdzi że, technologia oderwana od wartości i poczucia głębszej misji staje się jałowa, a nawet niebezpieczna. Książka jest więc wezwaniem do odbudowania wspólnotowej tożsamości Zachodu, a także do reintegracji sektora technologicznego z projektem obrony wolności i demokracji. Karp widzi w tym nie tylko konieczność strategiczną – w ramach wyścigu zbrojeń z krajami autorytarnymi – ale i moralną – Zachód, by przetrwać, musi na nowo uwierzyć w siebie.
Technological Republic budzi kontrowersje – jedni widzą w niej wizjonerską obronę cywilizacji zachodniej, inni budzącą lęk wizję militaryzacją technologii oraz konserwatywny manifest. Bez względu na stanowisko, książka zmusza do refleksji nad kulturową kondycją Zachodu oraz rolą sztucznej inteligencji w kształtowaniu przyszłego geopolitycznego układu sił i architektury bezpieczeństwa. Może też stanowić świetny punkt wyjścia do dyskusji o modernizacji i rozbudowie europejskiej obronności, która wszak nie obędzie się bez doskonałych narzędzi informatycznych opartych o AI. Jednego nie można odmówić Autorom tej książki: umiejętności głoszenia ryzykownych i niepopularnych poglądów, wiary we własne przekonania oraz gotowości do ideowej konfrontacji, jeśli trzeba ich bronić. Może choćby dlatego książka ta jest dziś warta przeczytania.
