
Rząd zapowiada Nowy Polski Ład, który ma być bodźcem prorozwojowym na okres po pandemii. Wspieranie wzrostu gospodarczego to oczywiście dobry pomysł. Problem w tym jednak, że filarem Nowego Ładu mają być centralnie sterowane mega-projekty inwestycyjne. Jeżeli w tym projektach będzie tyle ekonomicznego sensu co w nabyciu przez Orlen wydawcy gazet lokalnych Polska Press, przekopie Mierzei Wiślanej, tudzież pokrętnej logiki nakładania pandemicznych ograniczeń, to perspektywa „nowego ładu” wprawia raczej w przerażenie.
Dotychczasowe doświadczenia z tworzeniem tzw. polityk przemysłowych przez państwa są mocno pesymistyczne. W Chinach większość bezpośrednich rządowych inicjatyw przemysłowych zakończyło się porażką. Wzrost chińskiej gospodarki napędzają przede wszystkich prywatne przedsiębiorstwa typu Alibaba, Tencent, BYD, czy CATL – zakładane i zarządzane przez prywatnych przedsiębiorców. Oczywiście chiński rząd realizuje swoje polityczne interesy za ich pośrednictwem, jednak nie dyktuje przedsiębiorcom i menadżerom w co mają inwestować. Chińscy przedsiębiorcy z kolei doskonale potrafili dostrzec na wczesnym etapie rozwoju nadchodzące fale technologicznej innowacyjności przekształcającej poszczególne gałęzie gospodarki.
Realizowana w Polsce od ponad dekady aktywna polityka gospodarczo-przemysłowa państwa jak dotąd przynosi skutki dość opłakane. Jednym z takich chybionych pomysłów jest na przykład polityka budowania tzw. narodowych czempionów, czyli kontrolowanych przez państwo wielkich spółek publicznych zasadniczo monopolizujących branże, w których funkcjonują. W założeniu spółki te miały stać się motorami wzrostu nowoczesnej polskiej gospodarki i umożliwić jej międzynarodową ekspansję. Oczywistym skutkiem tej polityki było całkowite ich upolitycznienie. Polityczni nominaci, którzy tam trafiają w wielu wypadkach zajmują się radosnym administrowaniem i występami na okładkach kolorowych magazynów, a w gorszym wariancie destrukcyjnymi dla wartości tych spółek przejęciami. Skutek jest taki, że spółki składające się na trzon polskiej gospodarki przegapiły praktycznie wszystkie rewolucje technologiczne ostatnich lat; poczynając od cyfryzacji, przez zieloną rewolucję, e-commerce, a na fintech kończąc.
„Ręczne” sterowanie spółkami energetycznymi przez polityków w imię tzw. bezpieczeństwa energetycznego skończyło się tym, że w epoce niskoemisyjności mamy pewno najbardziej anachroniczną (węglową) energetykę w Europie, jedne z najwyższych cen energii elektrycznej w Europie, miliardowe straty prywatnych akcjonariuszy tych spółek (w tym przyszłych emerytów poprzez OFE), oraz poważny cios dla wiarygodności polskiej giełdy.
W tym kontekście przyznam, że jestem mocno sceptyczny, gdy słyszę o wielkich, państwowych projektach inwestycyjnych i państwowej polityce przemysłowej. To pachnie jak miliardy złotych wyrzucone w błoto. Przede wszystkim jednak dużym niesmakiem napawa mnie fakt, że w momencie gdy tysiące drobnych polskich przedsiębiorców cierpią z powodu pandemicznych ograniczeń i braku realnej pomocy ze strony państwa, rząd zajmuje się fantazjowaniem na temat państwowych mega-projektów. Głęboko wierzę, że Polska wyjdzie z tej recesji raczej dzięki bohaterstwu i inicjatywie polskich przedsiębiorców, niż pomysłom państwowych planistów.
Do Państwa Polskiego miałbym raczej prośbę, żeby zajęło się naprawą spraw podstawowych – np. rządami prawa i niezawisłym sądownictwem. Jak bowiem przekonać potencjalnego polskiego innowatora i przedsiębiorcę, dla którego cały świat stoi otworem a zagraniczne fundusze VC gotowe są obsypać go górą pieniędzy, aby swoją spółką zarejestrował i rozwijał akurat w Polsce? Predylekcja lokalnych polityków do dyktowania sądom wyroków i szermowania pomysłami prewencyjnej konfiskaty majątków nie jest w tym zakresie nadmierną zachętą.
A może też obok słusznej troski o to, by w Polsce rodziło się więcej dzieci, zatroszczyć się także, by te które już się urodziły, chciały tutaj zostać. Patrząc na ulice polskich miast po wyroku „trybunału” Przyłębskiej mam wrażenie, że większość z nich przy najbliższej nadarzającej się okazji będzie chciała stąd wyjechać do miejsc, które wydają im się kulturowo bardziej przyjazne.
Fot: Dmitrii Debabov: Construction of Magnitogorsk (1930)
