Dlaczego boimy się nowych technologii

  • Post published:

Technologia w najogólniejszym sensie to narzędzie, za pomocą którego człowiek usiłuje kontrolować rzeczywistość i podwyższać standard swojego życia. To jakiś nowy, bardziej efektywny sposób robienia potrzebnych rzeczy, który pozwala osiągać więcej przy mniejszym nakładzie pracy. W ciągu minionych kilkuset lat nowe technologie odpowiadają za radykalny wzrost długości i jakości życia człowieka. Przed rewolucją przemysłową życie większości ludzi było trudne, brutalne i krótkie, pod wpływem chorób oraz nieustannej, wyczerpującej pracy w rolnictwie celem zdobycia choćby minimalnych środków niezbędnych do przeżycia.

Ta pozytywna rola postępu technologicznego w historii kontrastuje z katastroficznym nastawieniem do niego istotnej części współczesnej kultury. Pełna jest ona dystopijnych wizji, w których efekty ludzkiej innowacyjności wymykają się spod kontroli i doprowadzają do naszej destrukcji. W pewnym sensie lęk przed postępem technologicznym, postrzeganym jako przejaw ludzkiej pychy, towarzyszy nam już od zarania dziejów o czym świadczy np. mit o Prometeuszu czy biblijna przypowieść o wieży Babel.

Historia usłana jest wybuchami technofobii oraz moralnej paniki związanej z postępem technologicznymi. Pojawieniu się roweru jakieś 150 lat temu towarzyszyły teksty prasowe ostrzegające przed zgubnym wpływem tego „wynalazku” na morale młodych dziewcząt. Dzięki temu niecnemu wynalazkowi miały one uzyskać niezależny środek transportu do sąsiednich miasteczek, gdzie narażone być mogły na zaczepki ze strony obcych mężczyzn. Poza tym ponoć groziła im „rowerowa twarz” czyli trwałe zeszpecenie twarzy pod wpływem wiatru i zimna. Można także przywoływać przykład amerykańskich regulacji ruchu samochodowego z początku XX w, które nakładały na kierowcę obowiązek zatrudnienia piechura z czerwonymi flagami, który będzie szedł przed samochodem ostrzegając nadjeżdżające z naprzeciwka konie przez hałaśliwym pojazdem. Montaż oświetlenia na ulicach miast generował szereg głosów ostrzegających przed burzeniem „naturalnego porządku rzeczy” i przestrzegających, że sprzyjać to będzie panoszeniu się niemoralnych aktywności w godzinach nocnych. (Pessimist Archive; Marc Andreessen)

Niedawna eksplozja zainteresowania generatywną sztuczną inteligencją, obok fascynacji niektórych, przyniosła ze sobą typową falę lękowych reakcji ze strony mediów, wszelkiej maści ekspertów i polityków, ostrzegających przed jej zgubnym wpływem. Argumentuje się, że dzieci przestaną odrabiać zadania domowe, a ludzkość zasadniczo stanie się głupsza. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego odciążenie człowieka z konieczności wykonywania żmudnych, powtarzalnych operacji intelektualnych miałaby „ogłupiać” społeczeństwo. W sztucznej inteligencji widzę raczej szanse na to, by ludzie zajęli się zadaniami bardziej kreatywnymi. Jestem na tyle stary, by pamiętać ostrzeżenia przed zgubnym wpływem używania kalkulatorów, Wikipedii i nieustannego spędzania czasu przed ekranem komputera. Oczywiście, w tych ostrzeżeniach jest ziarno prawdy, jednak korzyści z tych technologicznych produktów radykalnie przewyższają ryzyka. Na tej samej zasadzie, opanowanie przez człowieka umiejętności posługiwania się ogniem przyniosło ludzkości zarówno wiele dobra np. w zakresie zdobywania i przygotowywania żywności czy odstraszania niebezpiecznych zwierząt, ale także potężny instrument prowadzenia wojen. 

Powstaje więc pytanie jakie są przyczyny ludzkich uprzedzeń w stosunku do postępu technologicznego. Otóż, jest ich kilka. 

Po pierwsze, jesteśmy „zaprogramowani” do szybkiego dostrzegania zagrożeń. Od zarania dziejów jest to mechanizm pomagający nam przetrwać we wrogim otoczeniu. Lepiej pomylić się twierdząc, że za drzewem czai się lew i na wszelki wypadek niepotrzebnie uciekać. Odwrotna pomyłka – błędne założenie dotyczące nieobecności ukrytego lwa –  potrafi być śmiertelna. Tę cechę ludzkiej osobowości często wykorzystują media i twórcy – nic lepiej nie przyciąga uwagi, niż informacje wywołujące panikę i lęk („if it bleeds, it leads”).

Dużo gorzej idzie nam ze wzbudzaniem w sobie radości z dobra, które nas otacza.  Postęp, rozwój i wszelkie dobro dzieje się wolno, stopniowo i mało spektakularnie. Słabo sprzedaje się w mediach. Dostrzeganie pozytywów wymaga wysiłku. Dlatego większość tradycji duchowych – zarówno tych religijnych jak i bardziej świeckich – promuje kultywowanie w sobie wdzięczności za to, co nas otacza, jako niezbędnego elementu równoważącego naszą inklinację do dostrzegania wszędzie zagrożeń i niebezpieczeństw.

Po drugie, przełomowe technologie prowadzą do radykalnych zmian społecznych i naruszają dotychczasowy układ stosunków społecznych w zakresie: finansowym, statusu określonych grup, czy posiadanej władzy.  Nowe technologie wpływają na to, kto w gospodarce zaczyna zarabiać, a kto tracić pieniądze; które grupy zawodowe zyskują na znaczeniu, a które tracą; a wreszcie: która partia ma większe szanse wygrać wybory (media społecznościowe zmieniły przecież sposób uprawiania polityki).

Rozprzestrzenianie się nowych technologii z reguły przebiega według dość podobnych trajektorii. Najpierw prototyp jest całkowicie ignorowany jako nieużyteczna zabawka; gdy zyskuje on zainteresowanie przedstawiciele status-quo zaczynają przedstawiać szereg racjonalnych argumentów dlaczego wykorzystywanie tej technologii nie ma sensu; gdy nowe technologie zaczynają dynamicznie zyskiwać popularność, ostateczną metodą obrony staje się moralna histeria przedstawiająca apokaliptyczne skutki ich rozpowszechniania. Dokładnie w ten sposób przebiegała dyskusja na temat elektrycznych samochodów: 1. Bezsensowna zabawka; 2. Dekarbonizacja lekkiego transportu tak, ale później i zupełnie inaczej (np. wodór); 3. Produkcja baterii to zbrodnia na środowisku. W tym ostatnim argumencie jest oczywiście ziarno prawdy, choć – jak w każdej histerii – problem jest wyrwany z kontekstu i pozbawiony proporcji. Produkcja baterii jest pewnym obciążeniem dla klimatu i środowiska, ale w dłuższym terminie będzie radykalnie mniejszym zagrożeniem dla klimatu niż wydobywanie i przetwarzanie ropy naftowej oraz użytkowanie silników spalinowych.

Reakcja przedstawicieli status-quo w stosunku do przełomowych technologii dlatego jest agresywna i histeryczna, że istotna cześć z nich raczej nie przetrwa okresu transformacji do nowego paradygmatu technologicznego. Przykładem może być klęska firmy Kodak – niegdyś potentata tradycyjnej branży fotograficznej – który został całkowicie zmarginalizowany w zderzeniu z cyfryzacją fotografii. Dotychczasowi liderzy starych technologii mają zbyt wiele do stracenia by od początku włączać się do rozwoju nowych, przełomowych rozwiązań. To dlatego James Dyson nie mógł znaleźć partnera dla produkcji swojego wynalazku – bezworkowego odkurzacza. Większość dominujących producentów największe marże osiągało właśnie na sprzedaży worków do tradycyjnych odkurzaczy. To z tej właśnie przyczyny firmy energetyczne zajmujące się wydobyciem i przerobem ropy naftowej raczej nie będą liderami zielonej transformacji – za dużo bowiem zarabiają na przetwarzaniu ropy i sprzedaży produktów ropopochodnych by odpowiednio wcześnie i odpowiednio ambitnie zainwestować w zieloną energetykę. Ponadto przedsiębiorstwu, które w DNA ma budowanie korzyści skali i centralizację, trudno będzie odnaleźć się w zdecentralizowanym świecie opartym w znacznej mierze na rozproszonych źródłach energii.

Daleki jestem od bezkrytycznego podejścia do technologii. Wyobraźnia i ostrożność także w tym zakresie jest potrzebna. Bezmyślny stosunek do jakichkolwiek narzędzi i urządzeń – w stylu: „naciśnijmy guzik i zobaczymy co się stanie” – zapewne nie jest dobrym pomysłem. Jednakże blokowanie rozwoju określonych technologii w imię ewentualnych, potencjalnych i mocno wyimaginowanych zagrożeń również wydaje się ślepą uliczką. Technologie i ludzkość rozwijają się najczęściej metodą prób i błędów. Założenie zgodnie z którym, należy blokować rozwój określonej technologii, aż do osiągnięcia całkowitej pewność co do jej 100% bezpieczeństwa to w większości przypadków wybór stagnacji i zacofania. Co więcej, nie jest to moralnie neutralna pasywność, lecz moralnie naganny wybór uchylania się od rozwiązania problemów, które mogą być rozwiązane dzięki nowym technologiom.  

Grafika: DALL-E