Jak pozostać przydatnym w obliczu technologicznej (r)ewolucji

  • Post published:

Wobec przemian technologicznych społeczeństwa z reguły (z wyjątkiem różnego rodzaju futurystów, fantastów czy  innowacyjnych przedsiębiorców) zachowują się podobnie do owej przysłowiowej żaby ze starej anegdoty o próbach ugotowania tego zwierzęcia. Próba wrzucenia jej do wrzątku niechybnie skończy się wyskoczeniem żaby z naczynia, ale gdyby najpierw włożyć ją do miski i zacząć powoli podgrzewać wodę… to biedne stworzenie nie zorientuje się zanim będzie za późno.

Zjawisko to ma swoje dobre strony bo pozwala innowacyjnym start-upom zdobyć pozycję na rynku zanim dotychczasowi liderzy rynku zorientują się, że zagrożenie jest poważne (zob. C. Christensen w „Innovator’s Dillema”). Gorzej jeśli przypadkiem zdarzy się nam być po „gorszej stronie historii” będąc „kółkiem w maszynie” zasiedziałej korporacji, której pozycja na rynku właśnie ulega erozji na skutek przemian technologicznych. W epoce sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego i automatyzacji, każdy powtarzalny proces gospodarczy zostanie prędzej czy później zastąpiony przez skomputeryzowaną maszynę. Z ogólno-społecznego i długoterminowego punktu widzenia to oczywiście pozytywny proces podnoszący produktywność gospodarki. Gorzej, jeśli zrobimy rachunek sumienia ile czynności w naszym życiu zawodowym to powtarzalne czynności, które już dzisiaj lub za chwilę mogą zostać zautomatyzowane. Trzymając się własnego, prawniczego podwórka –  ile potrzeba wykładów z prawa handlowego w całej Polsce? Zasadniczo wystarczy jeden, ale za to bardzo dobry, dostępny w każdej chwili online. Na podobnej zasadzie większa część pracy wykonywanej w dużych kancelariach prawniczych przez młodych adeptów zawodu również zostanie zastąpiona przez sztuczną inteligencję.  Dla kogo pozostanie miejsce w tej nowej rzeczywistości? Odpowiedź brzmi: dla artystów. Przy czym  nie chodzi tutaj wyłącznie o pisarzy, muzyków, malarzy czy aktorów. (choć Michael Ovitz – założyciel słynnego Creative Artists Agency – twierdzi, że przy miliardach dolarów wydawanych przez Netflixa na tzw. „kontent” nie ma lepszej profesji niż pisanie opowiadań nadających się potem na scenariusze filmowe). W zasadzie każde zajęcie odpowiadające  w sposób nowatorski i oryginalny na realną, ludzką potrzebę, kreujące pozytywne emocje po stronie odbiorcy jest w istocie rzeczy sztuką. Artystą jest więc innowacyjny przedsiębiorca zakładający start-up dla zrealizowania swojej biznesowej wizji; artystą jest barista potrafiący z parzenia kawy i rozmowy z oczekującym klientem uczynić wydarzenie kulturalne; artystą jest wreszcie filantrop-społecznik, który za pomocą  facebooka nie tylko zbiera pieniądze dla potrzebujących, ale także tworzy z darczyńców wspólnotę, którą wiążą  wspólne emocje i cele. Źródłem sukcesu dobrych trenerów personalnych fitnessu nie jest przecież brak pomysłów na gimnastykę, gdyż pełno ich w sieci. Kluczem do sukcesu najlepszych z trenerów jest zbudowanie emocjonalnej relacji z podopiecznym, dzięki czemu staje się on zdolny pokonywać bariery w swoim rozwoju sportowym, których samodzielnie by nie pokonał…  Aby być artystą w tym sensie wystarczy „tylko” umieć dostrzegać potrzeby, których nie zaspokaja współczesna rzeczywistość masowej produkcji, znaleźć rozwiązanie na które nikt nie wpadł i wreszcie zdobyć się na odwagę wybrania w ryzykowną podróż bez  mapy czy przewodnika. Proste? Nie, cholernie trudne!  Rozpoczęcie tej podróży w nieznane jest jednak bardziej obiecujące niż narzekanie na stagnację wynagrodzeń pozostając wymiennym trybem w dużej korporacji, czy dostawcą skomodytyzowanych usług na rynku. Problem w tym, że dla wychowywania przyszłych artystów tworzących „nową ekonomię” potrzeba zupełnie innego systemu edukacji i wychowania, niż ten dzisiejszy…