
Loonshots: How to Nurture the Crazy Ideas That Win Wars, Cure Diseases, and Transform Industries
by Safi Bahcall,
Safi Bahcall jest amerykańskim fizykiem z doktoratem uzyskanym w Stanfordzie, który porzucił akademię by, po okresie pracy w McKinsey’u, założyć własny biotechnologczny startup. Pełnił w nim rolę CEO przez 13 lat – jego doświadczenia z tego okresu stanowią świetny punkt wyjścia dla prowadzonych rozważań. Bahcall analizuje warunki sprzyjające przekształceniu szalonych odkryć i technologicznych wynalazków w nowatorskie produkty. Przekonuje, że kluczem dla wspierania innowacyjności jest dynamiczna równowaga pomiędzy „artystami”, niezbędnymi dla narodzin i pielęgnacji szalonych pomysłów, a „żołnierzami”, którzy zajmują się ich komercjalizacją. Artyści mają trudności w przekształcaniu szalonej idei w produkt, który będzie rozwiązywał konkretny ludzki problem i jeszcze większy kłopot w budowaniu rentownego przedsiębiorstwa, które potrafi ten produkt sprzedawać. Z kolei korporacyjni żołnierze wyposażeni w Excela poszukują przepływów pieniężnych, ale nie posiadają umiejętności kreatywnego i długofalowego myślenia i są gotowi “zabić” każdy niewystarczająco „realistyczny” pomysł. Autor pokazuje, że każdy przełomowy produkt jest na początku „brzydkim kaczątkiem”, który niejednokrotnie musi przetrwać wiele pozornie „śmiertelnych” porażek, aż wreszcie ktoś dostatecznie wytrwały dopracuje go i wprowadzi na rynek. Bahcall trafnie zauważa, że coś co całkowicie zabija innowacyjność w organizacji to wewnątrzkorporacyjna polityka. Dlatego w zakresie innowacyjności lepiej sprawują się małe, skoncentrowane na produkcie startupy, w których wszyscy zachowują się jak akcjonariusze. W dużej korporacji zawsze łatwiej wywalczyć podwyżkę i awans unikając ryzyka, co jednocześnie wiąże się z “zabijaniem” nowatorskich pomysłów, niż poświęcać własną pozycję na promowanie ryzykownych projektów i dopieszczanie „brzydkich kaczątek”. Ogromną zaletą książki jest to, że nie przedstawia ona abstrakcyjnych idei, lecz posługuje się „metodą biblijną”, pisząc o ideach ucieleśnionych w konkretnych osobach i ich historiach.

A Man for All Markets: From Las Vegas to Wall Street, How I Beat the Dealer and the Market
by Edward O. Thorp
To jedna z najbardziej fascynujących i wzruszających historii jakie czytałem. Książka jest biografią słynnego amerykańskiego profesora matematyki, który zasłynął tym, że za pomocą metod statystycznych i liczenia kart wynalazł system wygrywania w Blackjacka. Za pomocą pierwszych przenośnych mikrokomputerów wymyślił też system wygrywania w ruletkę, dając upust swoim fascynacjom fizyką. (W rezultacie jego analiz kasyna były zmuszone zmienić regulaminy). Następnie był jednym z pionierów metod ilościowych w inwestowaniu na giełdzie. Dzięki założonemu funduszowi hedgingowemu został miliarderem i jednocześnie pozostał sobą: normalnym, skromnym człowiekiem, który zrezygnował z zarządzania cudzymi pieniędzmi, gdy zagrażało to jego wewnętrznej wolności. Wyrastał w totalnej biedzie Wielkiego Kryzysu. Całe życie prowadziła go własna ciekawość świata i wewnętrzna uczciwość. Książkę czyta się jak świetną powieść przygodową – to nie jest techniczne opracowanie. Dowiadujemy się więc tam o tym jak w dzieciństwie wysadził matce lodówkę za pomocą nitrogliceryny; jak próbował latać na krześle unoszonym za pomocą balonów napełnionych helem; jak za pomocą charakteryzacji udawało mu się dostać do kasyn Las Vegas by testować swoje teorie i jak jako jeden z pierwszych wykrył, że Bernard Madoff był oszustem. Był także jednym z pierwszych inwestorów w legendarnym butiku inwestycyjnym Davida E. Shawa (tego u którego praktykował Jeff Bezos, zanim założył Amazona). Niewiarygodna historia ciekawego człowieka….

Antifragile: Things That Gain from Disorder (Incerto)
Jeżeli miałbym polecić jedną książkę do przeczytania w 2021 roku to, moim zdaniem, “Antifragile ” Taleba jest najlepszym kandydatem. Autor zasłynął z “Czarnego Łabędzia” opublikowanego na progu kryzysu w 2008, jednak moim zdaniem “Antykruchość” jest pełniejszym ujęciem jego filozofii społeczno-ekonomicznej. Autor jest z pochodzenia Libańczykiem, jego rodzina od pokoleń pełniła ważne funkcje w libańskiej dyplomacji i administracji rządowej. Wybrał on jednak karierę w świecie finansów – przez kilkanaście lat był traderem opcji w dużych instytucjach finansowych (m.in. Credit Suisse, First Boston). We wszystkich swoich książkach powtarza, że ludzka zdolność przewidywania przyszłości w złożonych systemach ekonomicznych i społeczno-politycznych jest dużo bardziej ograniczona niż nam się wydaje. Natomiast chronicznie nie doceniamy roli przypadku i szczęścia w kształtowaniu rzeczywistości. Nie jesteśmy w stanie przewidywać istotnej części ryzyka dotyczącego zdarzeń rzadkich i niepowtarzalnych (tzw. czarne łabędzie). Dlatego też Taleb ze skrajną nieufnością odnosi się do wszelkich prognoz, modeli ryzyka i „stress-testów” – tworzą one złudne poczucie bezpieczeństwa. W zamian promuje postawę kształtowania rzeczywistości w taki sposób, aby była ona „antykrucha” – tzn. nie tylko odporna na nieoczekiwane wstrząsy, lecz wręcz odnosząca z nich korzyści. W dużym uproszczeniu: lepiej się nie zadłużać, być elastycznym, dywersyfikować ryzyko i gromadzić rezerwy na trudne czasy, bo może uda się zarobić na kłopotach tych, którzy nie stosują się do tych reguł. Taleb praktykując te zasady dorobił się sporej fortuny, która pozwala mu być raczej niezależnym myślicielem, niż typowym badaczem. Jawnie wyraża on nieufność wobec teoretycznej, akademickiej wiedzy. Wierzy natomiast w rozwój technologiczny napędzany przez praktyków metodą prób i błędów oraz niekończących się eksperymentów. Nie lubi wielkich korporacji bo są kruche i lubią przerzucać swoje ryzyka na innych, np. na podatników („too big to fail”); nie lubi też nacjonalizmów, bo tłamszą swobodę myślenia i wolny handel. Taleb jest klasycznym rebeliantem i prowokatorem, który niekiedy celowo doprowadza własne tezy do skrajności. Nie znosi profesorów ekonomii, bankierów, polityków i wszelkiej maści doradców jako osób, które w ograniczonym stopniu na własnej skórze ponoszą skutki swojej działalności lub poglądów. Pozostaje natomiast wielbicielem przedsiębiorczości, która na własne ryzyko testuje granice naszej wiedzy i wyobraźni. Warto więc nie zrażać się pewną antyestabliszmentową przekorą autora i skorzystać z jego kontrariańskiego spojrzenia na świat.

The Practice: Shipping Creative Work
by Seth Godin
Seth Godin jest autorem, któremu wiele zawdzięczam. „The Practice” jest jego najnowszą książką, choć w zasadzie wszystkie są godne polecenia. Zarówno w swoich dziełach, jak i na popularnym blogu Godin od lat głosi w istocie rzeczy jedno przesłanie: o potrzebie kreatywności oraz odwagi, by tą kreatywnością dzielić się z innymi. W dobie internetu i sztucznej inteligencji każda praca, która nie jest kreatywna prędzej czy później zostanie zautomatyzowana. Godin przekonuje, że każdy w tym, co robi, powinien być artystą – przy czym niekoniecznie trzeba być w tym celu muzykiem lub malarzem. Chodzi raczej o to by w szczodry sposób tworzyć coś wartościowego i niesztampowego dla drugiego człowieka, co będzie pozytywnie rezonowało u odbiorcy i zmieniało nasz świat na lepszy – choćby było to uczenie innych, tworzenie biznesu, pisanie programu komputerowego czy prowadzenie bloga. Konieczne jest jednak, aby najpierw uwierzyć, że mamy w sobie jakieś szczególne, niepowtarzalne talenty, zdolności, które mogą owocnie służyć drugiemu człowiekowi. Nie jest to proste: industrialno-urzędnicza rzeczywistość, w której zostaliśmy wychowani raczej wmawia nam, że jesteśmy coś warci jedynie skrupulatnie wpisując się w z góry przygotowane nam role społeczne. Przede wszystkim jednak dzielenie się z innymi tym, co jest dla nas najcenniejsze i najbardziej intymne, jest ryzykowne, gdyż naraża nas na krytykę. Naturalnym mechanizmem obronnym jest więc chowanie się w pewne zastane i akceptowane role społeczne, które na takie ryzyko nas nie narażają. Jakakolwiek kreatywna działalność jest więc pokonywaniem tego wewnętrznego oporu i strachu przed krytyką. W „The Practice” Godin zwalcza mit jakoby działalność twórcza wymagała jakiś nadludzkich talentów czy natchnień ze strony muz. Przekonuje, że to co po latach obserwujemy jako „boski” talent z reguły jest po prostu efektem ciężkiej i mozolnej pracy oraz wielu porażek po drodze. Nie warto więc czekać na natchnienia, lecz dzień w dzień w sposób szczodry robić swoje dla ludzi, którym chcemy służyć, nawet jeśli na razie jesteśmy dalecy od doskonałości. A wtedy z czasem zaczynają dziać się cuda…

When Things Fall Apart: Heart Advice for Difficult Times
by Pema Chodron
W trudnych momentach 2020 roku czytałem Pemę Chödrön w jej najpopularniejszej jak dotąd książce (tytuł polskiego tłumaczenia: „Nigdy nie jest za późno”). Autorka jest amerykańską mniszką buddyjską w Opactwie Gampo w Nowej Szkocji (Kanada). Książką stanowi zapis jej nauk, które wygłosiła podczas prowadzonych rekolekcji. Na buddyzmie się nie znam, ale rozważania Pemy Chödrön są mądre i głębokie. Pomimo oczywistych inspiracji buddyzmem sporo w nich rozsądnego stoicyzmu i dobrej psychologii. Niemało też tam zupełnie chrześcijańskich idei – tylko pozbawionych pewnego instytucjonalno-dogmatycznego kontekstu. Autorka uczy jak radzić sobie z negatywnymi emocjami w trudnych momentach. Zachęca by tych momentów nie zabijać natychmiast za pomocą „sztucznych pocieszaczy”, lecz wytrwać w nich i traktować jako okazję do obserwowania siebie i swoich reakcji na otaczający nasz świat, a jeszcze lepiej do medytacji. Chödrön zauważa też, że jeśli chce się być lepszym dla otaczających nas ludzi to najlepiej zacząć od zaprzyjaźnienia się z sobą samym. Jeśli sami siebie traktujemy „z buta” to najczęściej w ten sam sposób odnosić będziemy się do innych. Niby nic nowego, a jednak takie ważne i takie trudne…
