Zrozumieć Bitcoin

  • Post published:

Wartość Bitcoina sięgnęła ostatnio prawie 52.000 $, co oznacza wzrost o prawie 400% w ciągu ostatnich 12 miesięcy i 100% od początku 2021 roku. Łączna wartość Bitocoina wynosi dziś prawie 1 bln $. Dla porównania, zeszłoroczny PKB Niemiec to 3.8 bln $. Duże, poważne spółki (np. Tesla, Squere) ogłosiły nabycie znacznych ilości tej kryptowaluty. Popularne fintechowe aplikacje w Stanach Zjednoczonych już dziś umożliwiają klientom detalicznym obrót Bitcoinem (Cash app/Squere; Venmo/PayPal).

Obrót tą najpopularniejszą kryptowalutą przestał być domeną wyłącznie fascynatów nowinek technologicznych,  sceptycznych wobec walut krajowych cyber-anarchistów czy libertarian. Wraz z pandemią koronawirusa Bitcoin wkroczył na gospodarcze salony. Powstaje więc pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy w związku z faktem, że Bitcoin jako aktywo nie generuje żadnych przychodów, nie jest powszechnie akceptowany jako metoda płatności, a  zmienność jego wartości utrudnia  wykorzystanie go jako metody przechowywania wartości. Do tego dochodzą ryzyka związane z bezpieczeństwem informatycznym jego przechowywania, powolność zatwierdzania transakcji (5 transakcji na sekundę, a w przypadku sieci VISA to 1700 transakcji na sekundę) oraz potężne zużycie energii elektrycznej przez cały system (ponad 120 TWh; w większości brudnej) co odpowiada rocznemu zapotrzebowaniu na energię Argentyny. 

Pierwsza z przyczyn popularności Bitcoina jest dość oczywista: ujemne realne stopy procentowe oraz pandemiczne stymulowanie gospodarki przez rządy i banki centralne. Dla jasności: tego typu działania stymulacyjne w postaci ekspansywnej polityki monetarnej i fiskalnej w sytuacji pandemicznej recesji gospodarczej są całkowicie uzasadnione. Problem w tym, że mają one potężne, negatywne skutki uboczne. 

Gdy środki pieniężne przechowywane na praktycznie nieoprocentowanych rachunkach bankowych, nie tylko nie przynoszą żadnego przychodu, lecz w warunkach umiarkowanej inflacji tracą na wartości, pojawia się naturalna tendencja do poszukiwania alternatywnych sposobów lokowania oszczędności. Tendencję tę  wzmacnia również obawa przed tym, że inflacja wymknie się bankom centralnym spod kontroli. Skutkiem tego jest ucieczka oszczędności w poszukiwaniu rentowności, na przykład na rynek nieruchomości i rynek kapitałowy. Bitcoin jako rodzaj wirtualnego złota jest także beneficjentem tego trendu. Warto nadmienić, że wywołany przez ekspansywną politykę monetarną wzrost wartości nieruchomości i aktywów finansowych (np. akcji) jeszcze bardziej pogłębia nierówności społeczne pomiędzy tymi, którzy takie oszczędności posiadają i tymi, którzy ich nie mają. 

Przede wszystkim jednak wzrost wartości Bitcoina podyktowany jest nadziejami, że stanie się on fundamentem nowego powszechnego systemu płatności, który oparty będzie o internet i zdecentralizowaną architekturę. Nie ulega wątpliwości, że obecne systemy płatności  wykorzystujące sieci kart kredytowych oraz systemy bankowe wydają się być trochę archaiczne w dobie internetu i globalizującej się gospodarki. Są one powolne i drogie – w szczególności w odniesieniu do drobnych płatności. Minimalny poziom opłat transakcyjnych zabija na przykład rynek mikropłatności internetowych w postaci drobnych „napiwków”, które mogłyby być ciekawym mechanizmem zarabiania w internecie przez twórców i artystów. 

Inwestycję w Bitcoina należy więc postrzegać jako obarczoną wysokim ryzykiem inwestycję typu venture w nowy, globalny system płatniczy, który ma dopiero powstać w przyszłości. Tłumaczy to obecność na tym rynku tuzów rynku VC typu Petera Thiela oraz zmienność kursu Bitcoina, która zbliżona jest raczej do najbardziej ryzykownych aktywów, niż do tradycyjnych walut. Jeżeli więc nadzieje pokładane w Bitcoinie ziszczą się, to jego obecna wartość może okazać się nie aż tak bardzo absurdalna, jak mogłoby się wydawać. 

Problem w tym, że droga od Bitcoina w obecnym kształcie do opartego na nim nowego, alternatywnego systemu płatności jest jeszcze długa i ryzykowna. Po pierwsze, wymagać ona będzie powstania odpowiedniej informatyczno-instytucjonalnej infrastruktury potrzebnej dla bezpiecznego przechowywania tej kryptowaluty i obrotu jej częściami ułamkowymi (trudno za coś płacić w realnym świecie za pomocą „monety” wartej 52.000 $). W efekcie, cały  system będzie o wiele mniej zdecentralizowany niż wielu jego entuzjastów chciałoby przyznać. Po drugie, najpoważniejszym ryzykiem dla Bitcoina jest skoordynowana i wroga reakcja państw, która wszak zabiła już Librę – globalną kryptowalutę, którą próbował wprowadzić Facebook. Wszak masowa ucieczka społeczeństw od walut narodowych do zdecentralizowanych, globalnych kryptowalut może utrudnić prowadzenie przez banki centralne efektywnej polityki monetarnej, która należy przecież do istotnych atrybutów suwerenności państwowej.

 Tak długo jak Bitcoin był niszowym aktywem, mógł on swobodnie rozwijać się „poniżej radarów” regulatorów. Wyrastając na istotny elementem rynku finansowego Bitcoin automatycznie staje się obiektem wzmożonego zainteresowania politycznego, które może nie wyjść mu całkiem na zdrowie. Wydaje się jednak, że Bitcoin pozostanie z nami na dłużej, choć poddany będzie wzmożonej presji regulacyjnej. O ile nie wydarzy się nic nadzwyczajnego i dramatycznego, nie wyobrażam sobie próby regulacyjnej eliminacji kryptowaluty wykorzystywanej globalnie przez miliony ludzi.