Walka ze zmianami klimatycznymi wymaga technologii, wzrostu gospodarczego i sympatii ludzi

  • Post published:

Wzywanie do rezygnacji ze wzrostu gospodarczego i samoograniczeń oraz obnoszenie się z moralną wyższością wobec „mięsożerców” to ślepa uliczka w walce ze zmianami klimatycznymi. Najgorsze co może się przytrafić dyskusji o dekarbonizacji gospodarki to popadnięcie w polaryzujące koleiny ideologicznej wojny. Eksplozja politycznego populizmu, która wybuchła wokół raportu C40 Cities, oraz późniejsza lawina publicystycznych ostrzeżeń przed „ideologią ekologizmu” to tylko namiastka atmosfery, który nas czeka, jeśli dyskusja o klimacie nie będzie uwzględniać naturalnej ludzkiej potrzeby podnoszenia jakości życia.

Od skutków zmian klimatycznych nie uciekniemy i wymagać one będą możliwie najszerszego konsensusu w zakresie środków zaradczych. Świętna okazją, żeby przypomnieć sobie skalę zagrożenia jest publikacja najnowszego raportu ONZ-owskiego Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), który do pewnego stopnia sanowi podsumowanie aktualnego stanu wiedzy naukowców z całego świata na temat zmian klimatycznych i ich potencjalnych skutków.

Dekarbonizacja gospodarki należeć będzie do najpoważniejszych przeobrażeń cywilizacyjnych w historii. Niestety, transformacja ta powinna nastąpić stosunkowo szybko. Sprawna dekarbonizacja wymagać będzie środków i mechanizmów, które wymykają się tradycyjnym podziałom ideologicznym. Niezbędna jest mądra polityka państwa, ale także innowacyjność i dynamika sektora prywatnego; możliwie solidny wzrost gospodarczy finansujący tę transformację oraz aktywna rola państwa chroniącego najbardziej narażonych na zmiany; ścisła współpraca międzynarodowa oraz silne państwa i samorządy dysponujące odpowiednią legitymizacją społeczną.  

W całej tej dyskusji na temat klimatu i dekarbonizacji warto odróżnić sferę faktów od dyskusji na temat rozwiązań dotyczących tego, jak sobie z tymi faktami radzić. Zmiany klimatyczne są faktem natomiast szczegółowe metody ograniczania emisji gazów cieplarnianych i sam przebieg procesu dekarbonizacji jest sferą decyzji społecznych, wokół których słusznie toczy się wiele politycznych debat.

Fakty są takie, że od drugiej połowy XIX – czyli od intensyfikacji rewolucji przemysłowej – średnia temperatura na Ziemi wzrosła o ok. 1.06 ˚C i proces ten będzie postępował, dopóki nie zaprzestaniemy dodawania do atmosfery gazów cieplarnianych. Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze od tego okresu dynamicznie i nieprzerwanie rośnie – obecnie jest na najwyższym notowanym w historii poziomie. Konsensus naukowy przyjmuje, że wspomniany wzrost temperatur spowodowany jest przez działalność człowieka – mechanizm efektu cieplarnianego znamy od ponad 150 lat.

Porozumienie Paryskie z 2015 zakłada, że ograniczenie wzrostu temperatur do 2 stopni wymagać będzie osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050. Wspomniany wyżej raport ONZ-owskiego Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) wskazuje, że osiągnięcie tych celów do 2050 roku jest jednak mało prawdopodobne. Warto wspomnieć, że klimatyczna neutralność nie oznacza całkowitego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, lecz zrównoważenie tych trudno redukowalnych źródeł emisji (np. transport lotniczy dalekiego zasięgu) przez wyłapywanie odpowiedniej ilości CO2 z atmosfery.

Część skutków zmian klimatycznych dostrzegamy już dziś: spadek wilgotności gleby i ilości wody pitnej, skrajne zjawiska pogodowe – susze, powodzie, huragany, pożary lasów; spadek plonów w niektórych regionach. Jeszcze drastyczniej przedstawiają się prognozy dotyczące skutków dalszego ocieplania się klimatu, który najprawdopodobniej doprowadzi do: radykalnego spadku plonów i głodu w najbardziej dotkniętych regionach, wzrost cen żywności, fali uchodźców klimatycznych przemieszczających się do chłodniejszych regionów,  podnoszenie się poziomu mórz i oceanów zalewających nadmorskie miasta i regiony; wzrost zagrożeń epidemicznych chorobami, które nie występowały przy niższych temperaturach.

Oczywiście oparte na danych naukowych projekcje dotyczące przyszłości mogą nie być precyzyjne. Problem w tym, że rozbieżności pomiędzy modelami a rzeczywistością mogą wypadać także na naszą niekorzyść i jak dotąd tak właśnie było.  

Naukowcy dosyć dobrze identyfikują branże gospodarki odpowiedzialne za emisje gazów cieplarnianych: wytwarzanie cementu, stali i plastiku, a więc budowa infrastruktury i rzeczy, z których na co dzień korzystamy – ok. 31%; produkcja energii elektrycznej – ok. 27%; produkcja żywności – 19%; Transport – 16%; ogrzewanie/klimatyzacja-7%. Czyli praktycznie cała otaczająca nas cywilizacja, która wymaga „dekarbonizacji” czyli przestawienia jej tryb funkcjonowania, który nie skutkuje dodawaniem do atmosfery dwutlenku węgla, metanu i jeszcze paru innych gazów.

Żyjemy w cywilizacji do szpiku kości uzależnionej od spalania paliw kopalnych i emitowania CO2. Jednym z podstawowych warunków wychodzenia z tego uzależnienia jest zdanie sobie sprawy z lęków, które w większości społeczeństwa generuje nawet sama myśl o rezygnacji z przysłowiowego kotleta czy samochodu spalinowego. Zamiast namawiać do skoku w ciemność, z którą wiązać mają się wyłącznie wyrzeczenia i ograniczenia, może warto eksponować fakt, że bezemisyjna przyszłość może być po prostu atrakcyjna i lepsza niż stan obecny. 

Katastroficzne wizje i panika rzadko kiedy pozwalają znaleźć receptę na bieżące problemy. Intuicja Muska, która legła o podwalin Tesli – że samochód elektryczny powinien być równie atrakcyjny, co najlepszy samochód spalinowy – powinna być tutaj myślą przewodnią.

Wszak źródłem popularności prosumenckiej fotowoltaiki w Polsce jest przede wszystkim fakt, że oferuje ona szanse na obniżenie kosztów energii elektrycznej, a nie chęć „samoograniczenia dla dobra ludzkości”. Na podobnej zasadzie można przypuszczać, że ludzie z chęcią będą jedli roślinne burgery, jeśli przestaną smakować jak mielona tektura… Przyczynić się do tego mogą produkty takich spółek jak Scifi Foods pracujących nad „wołowymi” burgerami wytwarzanymi laboratoryjnie w bio-reaktorach. W związku z tym, że wytwarzane laboratoryjnie komórki mięsa wołowego są dość drogie, w ten sposób produkowane są wyłącznie komórki odpowiadające za smak i aromat – pozostała część burgera będzie roślinna. Kolejnego przykładu innowacji, których potrzebujemy więcej, dostarcza spółka windfall.bio/, która wykorzystuje modyfikowane genetycznie bakterie do „zjadania” metanu (jednego z najgroźniejszych gazów cieplarnianych powstającego np. w rezultacie hodowli bydła) i przetwarzania go w wartościowy nawóz.

Popularne niekiedy w środowiskach zajmujących się zrównoważonym rozwojem idee samoograniczenia cywilizacyjnych aspiracji człowieka, redukcji konsumpcji oraz rezygnacji ze wzrostu gospodarczego raczej będą utrudniać proces dekarbonizacji, niż go przyspieszać. Zadłużone państwa Zachodu o niestabilnych systemach emerytalnych (demografia) potrzebują nadwyżek finansowych by wydobyć się z tych tarapatów. Nadto sam proces dekarbonizacji i transformacji energetycznej wymagać będzie ogromnych nakładów finansowych. Idea ograniczenia konsumpcji dla dobra klimatu i przyrody być może świetnie sprzedaje się w akademickich salach konferencyjnych i modnych kawiarniach bogatych, europejskich miast, jednak w praktyce może okazać się doskonałą pożywką dla populistycznego negacjonizmu klimatycznego.

Przede wszystkim jednak dekarbonizacja wymaga rozwiązań technologiczno-systemowych. Pospolite ruszenie „ludzi dobrej woli”, którzy przesiądą sią z samochodów na rowery i zrezygnują z mięsa – jakkolwiek samo w sobie szlachetne – nie rozwiąże zasadniczych problemów – np. jak budować domy bez wysokoemisyjnego cementu albo jak wyżywić ludzkość bez wysokoemisyjnych nawozów azotowych.

W ramach procesu dekarbonizacji zamiast na zakazach, lepiej koncentrować się niwelowaniu „zielonej premii”, a więc nadwyżki, którą trzeba zapłacić za produkty neutralne klimatycznie. Zamiast zakazywać samochodów spalinowych lepiej uatrakcyjnić cenowo nabywanie aut elektrycznych poprzez dopłaty i rozbudowę sieci ładowarek. Zamiast myśleć o podatku od mięsa lepiej wspierać innowacyjność oraz ekonomiczność producentów roślinnych zastępników albo mięsa wytwarzanego laboratoryjnie.

Większość narzędzi dla procesu dekarbonizacji w zasadzie już istnieje. Niektóre są stosunkowo dojrzałymi i szybko rosnącymi branżami: panele słoneczne, auta elektryczne, baterie litowo-jonowe (czyli „nowa ropa” zdekarbonizowanej gospodarki). Inne dziedziny gospodarki pozostają na wczesnych etapach rozwoju i wymagają dużego wsparcia zarówno ze strony państwa jak i sektora prywatnego, by osiągnęły skalę potrzebną dla ich rentowności, np: technologie wyłapywania CO2 czy zamienniki hodowlanego mięsa. Przykładem może być tutaj niedawna biotechnologiczna inicjatywa administracji prezydenta Bidena, która zakłada zastąpienie w ciągu najbliższych dwóch dekad 90% plastików oraz 30% chemikaliów przez produkty pochodzenia biologicznego. Bio-produkcja plastików i chemikaliów nie tylko nie wykorzystuje ropy naftowej jako podstawowego surowca, ale przede wszystkim generuje produkty, które są biodegradowalne i nie zaśmiecają środowiska. Biologia syntetyczna od lat dysponuje technologiami pozwalającymi na wyeliminowanie produktów petrochemicznych z obiegu, jednak podstawowym problemem zawsze pozostawała ekonomiczność produkcji plastików w bio-reaktorach. Zdecydowane wsparcie państwa w tym zakresie może zmienić tę sytuację.

Zakazy i samoograniczenia jeszcze nikogo nie zmotywowały do tego by z entuzjazmem i optymizmem myśleć o przyszłości. Zdecydowanie lepszym podejściem jest poczucie misji i świadomość, że narzędzia do rozwiązywania dzisiejszych problemów z reguły już istnieją. 

Dodatkowe źródła:

prezentacja Nata Bullarda nt. dekarbonizacji gospodarki

Foto: „industrie meets nature” by KateTheC is licensed under CC BY 2.0.