
Gdyby odsączyć z planów Polskiego Ładu opowieści „z mchu i paproci” o reformie służby zdrowia itp. (po 6 latach całkowitej nieudolności w tym zakresie) pozostają z niego dwa kluczowe elementy. Pierwszy jest pozytywny – zmniejszenie obciążeń podatkowych dla najgorzej zarabiających. Drugi z kolei jest katastrofalny – głównym sponsorem PiS-owskiego państwa zostaje klasa średnia.
Przy zarobkach powyżej 7-8 tysięcy „na rękę” obciążenia fiskalne wraz ze składką zdrowotną rosną do ok. 40%. To sporo, jeśli wziąć pod uwagę co dostaje się w zamian: niedziałającą służbę zdrowia, słaby system edukacji, brudne powietrze, drogi prąd i dziurawe drogi. Nie neguję potrzeby pełnienia przez państwo funkcji redystrybucyjnej na rzecz najuboższych. Jednak próg ten jest po prostu zbyt nisko zawieszony. Utrzymywanie rodziny z dwójką dzieci w dużym polskim mieście przez rodziców zarabiających w okolicach 7 tysięcy nadal jest wyzwaniem, nie mówiąc już o kupnie własnego mieszkania (różnorodne gwarancje i talony mieszkaniowe od rządu niczego tu nie zmienią)
Podwyższenie składki zdrowotnej i nakładów na służbę zdrowia jest oczywiście sensownym kierunkiem o ile towarzyszy mu spójna koncepcja reformy całego modelu ochrony zdrowia. Dokładanie pieniędzy do dysfunkcjonalnego systemu niczego tutaj nie zmieni. Zapowiedzi PiS-u w zakresie reformy systemu ochrony zdrowia są niespójną mieszaniną pobożnych życzeń i mocno wątpliwych pomysłów. Rozbudowa profilaktyki dla osób w wieku średnim jest sensownym hasłem, z którego nic nie pozostanie, jeśli nie pójdzie za nim radykalna reorganizacja systemu tworząca dla lekarzy rodzinnych motywację finansową, aby angażować się w działania profilaktyczne. Centralistyczne zakusy w zakresie zarządzania szpitalami grożą tym, że polski system ochrony zdrowia z nowoczesnością będzie miał tyle wspólnego co wielobranżowy kombinat Daniela Obajtka z międzynarodową korporacją – biurokrację i pensję prezesa.
Zawarte w Polskim Ładzie propozycje wspierania dzietności polskiego społeczeństwa są raczej ideologicznym manifestem niż rozwiązaniem, które może przynieść efekty. Niechęć młodych Polek do rodzenia i wychowywania dzieci jest subtelnym problemem kulturowo instytucjonalnym, którego 12 tysięcy od Kaczyńskiego w żaden sposób nie rozwiąże.
Paradoksalne jest to, że zarówno Krajowy Plan Odbudowy jak i Polski Ład jednym tchem słusznie głoszą, że rozwój Polski wymaga daleko posuniętej cyfryzacji oraz naprawy systemu ochrony zdrowia. Wszystkie te rozwojowe procesy oparte są właśnie o przedstawicieli klasy średniej: informatyków, lekarzy, specjalistów od przetwarzania danych oraz biotechnologii itd. Jawi się tutaj dylemat, o którym twórcy Polskiego Ładu nie wspominają: jak zatrzymać takich wysoko wyedukowanych specjalistów w Polsce, skoro międzynarodowy rynek pracy oferuje płace na poziomie wielokrotności kwoty 8.000 zł. Przecież problemy służby zdrowia to nie tylko brak pieniędzy, ale przede wszystkim brak ludzi, więc może raczej należałoby im płacić więcej, a nie dociskać podatkami. Podstawową wadą podatków dochodowych nakładanych na wysoce mobilną grupę społeczną jest możliwość ich unikania poprzez podatkową emigrację.
Polski Ład to bardziej „perkal i paciorki” dla potencjalnego elektoratu PiS w obliczu zbliżających się wyborów niż jakikolwiek przemyślany plan reform. Zakłada on sensowną pomoc dla najmniej zarabiających bez poważniejszej refleksji nad rozsądnym sposobem ich finansowania. Ofiarą tego intelektualnego lenistwa stała się klasa średnia, bo jej najłatwiej coś zabrać. Problem w tym, że bez klasy średniej można wprawdzie wygrywać wybory – zwłaszcza w budowanym przez prawicę systemie plebiscytarnego autorytaryzmu – jednak nie da się budować nowoczesnego i rozwijającego się społeczeństwa oraz gospodarki.
Fot. „Metal Workers in Dhaka Bangladesh_20120815_0157” by Zoriah is licensed under CC BY-NC 2.0
