UBER i sztuka swobodnego spadania

  • Post published:

Uber od swojego debiutu giełdowego wiosną tego roku stracił ponad 40% wartości (spadek z 45 do ok. 27 USD)? Zaskoczenie? Raczej nie. Spółka nie przynosi zysków i nie będzie rentowna w najbliższej przyszłości. Owszem, szybko rośnie ale są rynki gdzie już nie urośnie, gdyż ma tam silnych, dominujących konkurentów – Didi w Chinach czy Ola w Indiach. Uber w przyszłości nie będzie więc monopolistą, jak Google na rynku wyszukiwarek internetowych – nie tylko z uwagi na ograniczenia w możliwościach ekspansji geograficznej, ale przede wszystkim ze względu na naturę biznesu.

To nie jest spółka czysto technologiczna, tylko przede wszystkim transportowa. Za pomocą dobrej technologii usiłuje ona zmieniać bardzo przyziemny i realny świat przewozu ludzi w miastach, a to oznacza konieczność borykania się z mało cyfrowymi problemami takim jak wynagrodzenia kierowców i regulacje dotyczące ich pracy, czy też kultura, w której własność atrakcyjnego samochodu taktowana jest jako ekspresja ego właściciela i symbol prestiżu, nawet jeśli czterokołowe cudo za kilkaset tysięcy stoi 95% czasu bezczynnie i traci na wartości 20% rocznie. Uber raportuje swoje wyniki tak jakby marginalny koszt przewiezienia kolejnego pasażera był zerowy, bo rzekomo jest przecież wyłącznie platformą technologiczną łączącą klientów z kierowcami. W rzeczywistości jednak marginalny koszt realnie wykonanej dla klienta usługi to ok. 70 -80% – na które składa się wynagrodzenie kierowcy. Co więcej, stosowaną niekiedy przez Ubera techniką zwiększania udziału w rynku jest subsydiowanie przejazdów. Jakby tego było mało, spółka próbuje poszukiwać rentowności dywersyfikując swoją działalność poprzez wchodzenie w wiele komplementarnych przedsięwzięć – takich jak dowóz dań z restauracji, e-zakupy spożywcze i wiele innych – które są jeszcze bardziej nierentowne…
Ultra-pesymistyczny ton większości aktualnych komentarzy na temat modelu biznesowego Ubera wydaje się być jednak przesadzony. Jest raczej funkcją spadku kapitalizacji spółki z ok. 75 do 45 mld USA oraz wynikającego z tego zacieśnienia czasowego horyzontu inwestycyjnego: z ultra-wizjonerskiego (“operating system for cities,”) ku ultra-krótkoterminowego („gdzie są zyski”). Niestety, Uber padł ofiarą rynków finansowych. Część funduszu VC, które finansowały rozwój Ubera na rynku prywatnym, musiało rentownie wyjść z inwestycji poprzez IPO, a fundusze rynku publicznego nie mogły nie kupić tak popularnej spółki, pomimo wygórowanej ceny, z obawy przed ewentualną utratą potencjalnej (być może) okazji…. Uber dysponuje jednak globalnie rozpoznawalną marką i dobrą platformą technologiczną dla kojarzenia kierowców z pasażerami. Technologia Ubera rozwiązuje realny problem konsumentów jakim jest archaiczny model biznesowy tradycyjnych korporacji taksówkarskich, który szwankuje w praktycznie każdym aspekcie – od zamawiania usługi, przez niezawodność, punktualność i komfort przejazdu aż po realizację płatności. Oczywiście przełomowym momentem w zakresie rentowności działalności Ubera będzie pojawienie się autonomicznych pojazdów, gdyż wyeliminują one z równania dotyczącego kosztów przejazdu wynagrodzenie kierowcy. Wtedy też będzie można w pełni docenić walory pakietyzacji wielu usług transportowych przez Ubera, który nie będzie tylko woził nas ale także dla nas – wszystko co tylko może być przewożone: od zakupów aż po dania z restauracji. Wydaje się więc, że pytanie o radykalną poprawę rentowności Ubera jest pytaniem o termin pojawienia się autonomicznych pojazdów. To z kolei jest jednak temat na zupełnie odrębną analizę. Do tego czasu Uber będzie globalną firmą świadczącą niskomarżowe usługi transportowe.

Uber zapewne przetrwa, zwłaszcza jeśli przez najbliższy czas nadal będziemy mieć do czynienia z dużą ilością taniego pieniądza na rynku. Kiedyś też zacznie być rentowny – zwłaszcza jeśli marzenia o autonomicznych samochodach staną się rzeczywistością. Na akcjach tej spółki ktoś, kiedyś jeszcze zarobi jeśli tylko kupi jej akcje za cenę, która będzie odzwierciedlała biznesową rzeczywistość, a nie ogólną ekscytację „technologiami”, które rewolucjonizują świat…