Koronawirus i globalny kryzys

  • Post published:

To raczej nie będzie krótkoterminowy problem ograniczony do wyników I kwartału 2020 r. Dużo zależy od tego jak szybko i jakim kosztem uda się powstrzymać rozprzestrzenianie epidemii koronawirusa i czy nie będzie tzw. efektu drugiej fali jesienią. Do niedawna rynki w dość umiarkowanym stopniu uwzględniały w wycenach globalnie rozprzestrzeniającą się epidemię, zakładając że jego skutki zasadniczo ograniczą się do Chin, które stosunkowo szybko sobie poradzą z problemem. Przez dłuższy czas dominująca narracja zakładała, że będzie to raczej powtórka ze scenariusza epidemii SARS z przełomu 2002/2003 roku, która w dość rozsądnym czasie została opanowana i ograniczyła się zasadniczo do Chin i państw azjatyckich. Dziś wiadomo już, że epidemia koronawirusa ma poważniejszy charakter: COVID-19 jest bardzo zaraźliwy i rozprzestrzenia się szybko.

Niektórzy amerykańscy eksperci wskazują dziś, że winna jest początkowa, nadmierna centralizacja sposobu przeprowadzania testów na obecność koronawirusa, która powodowała, że wiele osób przechodzących infekcję w sposób łagodny lub bezobjawowy pozostawała niezdiagnozowana i zarażała innych. Szybkość rozprzestrzeniania się epidemii unaocznia także skalę globalizacji: długodystansowe podróże stały się bardziej dostępne, częstsze i powszechniejsze. Wielu analityków wskazuje jednak, że spowodowana wirusem śmiertelność jest niższa niż pokazują statystyki z Chin: liczba ofiar niestety jest pewna, jednak najprawdopodobniej liczba osób faktycznie zarażonych jest dużo większa. Specjaliści od rynku chińskiego z dużą ostrożnością podchodzą do danych na temat liczby zarażonych z uwagi okresowy rozpad całego systemu opieki zdrowotnej w Wuhan, prawie bezobjawowy przebieg choroby u wielu zarażonych oraz niechęć do kontaktu z państwową służbą zdrowia.

Reakcje organów państwowych i społeczeństwa wymierzone w opanowanie epidemii same w sobie zapewne przyczynią się do powiększenia kłopotów światowej gospodarki. Pierwszoplanowe skutki epidemii są stosunkowo łatwe do przewidzenia: kłopoty branży transportowej (np. linii lotniczych cierpiących na skutek spadku ilości podróży) oraz turystycznej; zakłócenia dostaw dla przemysłu spowodowane czasowym zamknięciem określonych regionów i ograniczeniem produkcji przez podwykonawców; ogólny spadek produkcji spowodowany tym, że część pracowników okresowo musi pozostać w domach itd. Dużo trudniejsze do prognozowania są drugoplanowe konsekwencje: nikt nie spodziewał się, że radykalny spadek popytu na ropę ze strony chińskiej gospodarki oraz linii lotniczych zbiegnie się w czasie z wojną cenową pomiędzy Arabią Saudyjską i Rosją. Ceny ropy spadły w okolice 30$ za baryłkę. To z kolei uderza w mocno zadłużonych amerykańskich producentów, którzy pierwotnie kalkulowali rentowność swojej produkcji w okolicach 50-60$ za baryłkę. Fala bankructw w ogromnym amerykańskim sektorze naftowym może z kolei uderzyć w amerykański rynek finansowy, który wspierał nafciarzy z Texasu. Przedłużająca się epidemia może także pogrążyć część najbardziej zadłużonych linii lotniczych. Są jeszcze trzecioplanowe problemy związane z fazą cyklu koniunkturalnego w której znajduje się światowa gospodarka. Nikt nie wie, jak rynkowe turbulencje wpłyną na mocno zadłużone przedsiębiorstwa, które finansowały się za pomocą krótkoterminowych, dotychczas regularnie rolowanych, obligacji śmieciowych. Nie wiadomo też jak zachowają się inwestorzy na amerykańskim rynku kapitałowym – w ostatnich 10 latach inwestując za pośrednictwem pasywnych i niskokosztowych ETF-ów (Exchange Traded Funds)przyzwyczaili się do wzrostów. Nikt nie wie, jak zaczną się zachowywać nieprofesjonalni i podatni na wszelki emocjonalne pułapki inwestorzy w obliczu istotnych spadków kursów akcji spółek portfelowych. Przy spadających kursach, gdy sprzedaż ETF-u wymaga po prostu jednego kliknięcia myszką, pokusa szybkiego zamknięcia pozycji „w dołku” i ograniczenia emocjonalnej udręki może okazać się zbyt duża. Masowa wyprzedaż ETF-ów spowoduje kaskadową wyprzedaż akcji spółek portfelowych.

Z pewnością to nie pierwsza i nie ostatnia epidemia. Zapewne nie będzie to także ostatni kryzys gospodarczy. Wyjście z kłopotów wymaga jednak uruchomienia pokładów mądrej kreatywności oraz wielkoduszności. Niezależnie od tego ile politycy będę opowiadać o narodowych interesach, rozwiązanie praktycznie każdego poważnego problemu w zglobalizowanym świecie wymaga międzynarodowej koordynacji i solidarności. Wirusy, wojny i gospodarcze zawirowania nie znają dziś granic ani odrębnych narodowości. Nie jestem więc pewien czy wprowadzanie zakazu/kontroli wywozu z Polski lub Niemiec maseczek higienicznych czy jednorazowych rękawiczek to dobry pomysł, skoro cierpią na tym sąsiednie kraje, które odcina się od dostaw (a przy okazji krajowe firmy, które na międzynarodowych rynkach zajmują się dystrybucją tych produktów). Jeżeli spojrzymy na rzeczywistość jako na źródło szans i możliwości, a nie z perspektywy gry o sumie zero, w której czyjaś korzyść zawsze musi wiązać się ze stratą drugiej osoby, to może z bieżącego kryzysu wyjdziemy wzmocnieni, bardziej doceniający możliwości, które daje internet i nowoczesne oprogramowanie, częściej korzystający z nowoczesnych systemów video-konferencyjnych, e-learningu czy e-commerce. Zanim zamkniemy się w piwnicy z plecakiem konserw i maseczek higienicznych, może warto rozejrzeć się czy ktoś wokół nas nie potrzebuje pomocy. Jak mądrze pisze na swoim blogu Seth Godin “Panic is a choice, and so is productive generosity”(sethgodin.com).