Ratowanie klimatu według Billa Gatesa

  • Post published:

Dobrze się czyta najnowszą książkę Billa Gatesa na temat ratowania świata przed katastrofą klimatyczną. Gates myśli jak inżynier, czyli człowiek czynu, patrzący na problemy przez pryzmat technologii potrzebnych do ich rozwiązania. Jeżeli do 2050 nie osiągniemy zerowej emisyjności światowej gospodarki szanse na utrzymanie wzrostu temperatury w ryzach są znikome. Wzrost ten oznacza wszystkie potworności, którymi klimatolodzy słusznie nas straszą: susze, powodzie, huragany, pożary, zalane nadmorskie miasta i wsie, wędrówka ludów z suchych i gorących terenów w poszukiwaniu nowych miejsc do życia…

By temu zapobiec należy ograniczyć emisję gazów cieplarnianych o 51 mld ton, bo tyle mniej więcej emituje rocznie światowa gospodarka. Bez radykalnej interwencji ilość ta będzie się tylko dramatycznie zwiększała wraz z bogaceniem się krajów rozwijających się – już nie tylko Chin, ale także Indii czy krajów Azji Południowo-Wschodniej. Statystyki są nieubłagane: im wyższy poziom rozwoju, tym większa konsumpcja energii, ropy, cementu, stali, nawozów i mięsa, a więc tych wszystkich dóbr, które dziś odpowiedzialne są za emisję gazów cieplarnianych.

Okazuje się, że Gates jest ostrożnym optymistą, gdyż wierzy w siłę technologii. Jakie są jego recepty? Warto zacząć od tych prostych i oczywistych. Transformacja systemu energetycznego w kierunku czystej, zielonej energii oraz elektryfikacja transportu. Za Elonem Muskiem Gates zakłada, że przyszłość „lekkiego” transportu jest po prostu elektryczna. Postęp w zakresie baterii i odpowiednia rozbudowa infrastruktury powinna temu podołać. Problemem jest ciężki transport: okręty, tiry i samoloty – tutaj potrzebny będzie raczej inny rodzaj paliwa, np. „zielony” wodór.  W zakresie transformacji systemu energetycznego Gates jest do bólu realistyczny: oprócz wiatru i słońca potrzebujemy albo nowatorskiej metody gromadzenia energii (np. wodór, bo postęp w zakresie baterii raczej nie będzie wystarczający), albo uzupełniających źródeł energii, które nie są zależne od pogody, czyli atomu albo elektrowni gazowych z systemem wyłapywania CO2 (dużo droższych i przez to raczej mało realistycznych).

Kolejnym wyzwaniem jest ograniczenie emisji CO2 przy produkcji cementu, stali i nawozów. W tym zakresie potrzebne jest sięgnięcie do zasobów ludzkiej innowacyjności – trzeba wymyśleć niskoemisyjnej sposoby wytwarzania tych materiałów lub taniego wyłapywania emitowanego przy ich produkcji dwutlenku węgla. Gates szacuje, że wydatki państw rozwiniętych na badania i rozwój w zakresie zielonych technologii powinny wzrosnąć pięciokrotnie, aby sprostać tym wyzwaniom. Państwa, które się na to zdecydują -zdaniem Gatesa – nie tylko przyczynią się do ratowania klimatu, ale jednocześnie zagwarantują sobie silną pozycję w ramach powstającego przemysłu przyszłości, który w znacznej mierze obracać się będzie wokół zielonych technologii.

 Ze względów kulturowych niemal równie kłopotliwe jest ograniczenie spożycia mięsa. Zwierzęta hodowlane przyczyniają się do emisji metanu, którego właściwości cieplarniane są dużo gorsze niż dwutlenku węgla. Tutaj, szczęśliwie, rozwiązania są już gotowe – roślinne substytuty mięsa lub białka zwierzęce produkowane w laboratoriach. Główny problem stanowi, ich społeczna akceptacja.

W tych wszystkich obszarach opisanych przez Gatesa potrzebna jest mądra polityka ze strony państw. Cyfrowo-internetowa rewolucja technologiczna ostatnich dekad odbyła się zasadniczo pomimo tradycyjnej krótkowzroczności polityków, którzy raczej post-factum dorabiali regulacje do nowych technologii, gdy te już na dobre zagościły na rynku. W przypadku zielonej rewolucji nie jest to możliwe – potrzebna jest bardzo mądra polityka ze strony długofalowo myślących polityków. Na razie, gdy biegam po podpoznańskiej Puszczy Zielonce, widzę ślady niekończących się wycinek i chce mi się wyć z wściekłości (o znaczeniu lasów Gates też sporo pisze). To wszystko należy bardzo szybko zmienić. Z ważnymi reformami nie warto czekać aż nam huragan zerwie dach znad głowy.