
Elon Musk kupił Twittera drogo. W kontekście dzisiejszych warunków rynkowych zdecydowanie przepłacił za biznes będący w gorszej kondycji niż myślał i któremu będzie musiał poświęcać zdecydowanie więcej czasu i energii niżby chciał. Nie bez przyczyny bezskutecznie próbował się z tej transakcji wycofać.
Nie mają jednak racji ci, którzy traktują tę transakcję jako fanaberię miliardera. Twitter jest jedynym w swoim rodzaju serwisem społecznościowym globalnie używanym przez najbardziej wpływowe i opiniotwórcze osoby. Elon Musk buduje swoje przedsięwzięcia na tyle długoterminowo, strategicznie i ryzykownie, że większość komentatorów tradycyjnie uznawała je za odrobinę szalone. W długoterminowym horyzoncie przejęcie Twittera może jednak składać się w sensowną całość.
Zbudowanie w oparciu o Twittera super-aplikacji, będącej połączeniem cyfrowej wersji otwartego forum idei, z fintechem oferującym usługi finansowe dla swoich użytkowników oraz platformą reklamową – np. produktów Tesli – wydaje się atrakcyjnym pomysłem. Warto pamiętać, że Tesla z reguły budowała swoją pozycję bez dużych budżetów marketingowych. Jej głównym narzędziem reklamowym była medialna aktywność Elona Muska – w szczególności na Twitterze. Nic też dziwnego, że zamierza on chronić wolności słowa w ramach tego serwisu i zapobiec sytuacji, w której on i podobne do niego niezależnie i niekonwencjonalnie myślące osoby zostaną uciszone w imię takiej lub innej wersji politycznej poprawności.
W kwestii stosunku Muska do wolności słowa na Twitterze warto obserwować nie tyle jego manifesty, szumne deklaracje i prowokacje medialne tylko czyny. Musk jest jednocześnie marzycielem/wizjonerem oraz twardo stąpającym po ziemi pragmatykiem. Jego dalekosiężne deklaracje o lotach na Marsa i ocaleniu Ziemi przed katastrofą klimatyczną można przyjmować z odrobiną zdrowego sceptycyzmu. Jednak fakty są takie, że w międzyczasie zbudował on rakiety kosmiczne wielokrotnego użytku, największą konstelację satelitów telekomunikacyjnych oraz wielką firmę produkującą elektryczne samochody.
Podobnie będzie z wolnością słowa na Twitterze: totalna wolność słowa we współczesnych mediach społecznościowych jest z wielu przyczyn niemożliwa: np. ze względu na regulacje, reklamodawców, inwestorów, a kończąc na elementarnej ludzkiej przyzwoitości. Zablokowanie konta Kanyego Westa jest tego najlepszym dowodem. Wolność słowa według Muska w praktyce oznaczać będzie wysoce powściągliwą wersję moderowania treści. Chodzi więc raczej o to by pod pozorem moderowania treści nie zajmować się promowaniem „jedynej słusznej” prawdy o świecie, a w sytuacjach trudnych i dyskusyjnych raczej opowiadać się za wolnością słowa niż jej tłumieniem.
Restrukturyzacja Twittera będzie jednak na tyle trudna, że być może ta transakcja to dla Muska „o jeden most za daleko”. W mojej ocenie realne korzyści płynące z przebudowy tej spółki będą zbyt małe w stosunku do kosztów. Chodzi tu przede wszystkim o koszty osobowe polegające na odciąganiu uwagi Muska od ważniejszych przedsięwzięć, takich jak Tesla, a co za tym idzie także elektryfikacji transportu, nowych typów baterii, autonomicznego transportu i robotyki. Tesla to nie tylko elektryczne samochody, ale jeszcze kilka dodatkowych biznesów na wczesnych etapach rozwoju w ramach tej samej spółki. Innymi słowy: nie jestem pewien czy Muskowi uda się zrealizować jego plan polegający na szybkiej restrukturyzacji Twittera i przekazaniu w nieodległym w czasie zarządzania operacyjnego tej spółki sprawnemu zastępcy; a ofiarą tej sytuacji będzie Tesla.
Musk okazał się wybitnym przedsiębiorcą potrafiącym rozwiązywać najtrudniejsze wyzwania technologiczno-inżynieryjne budując praktycznie od zera spółki je podejmujące (rakiety kosmiczne wielokrotnego użytku w SpaceX czy przystępny cenowo samochód elektryczny w Tesli). Twitter nie jest spółką z sektora zaawansowanych technologii; to internetowa platforma społecznościowa, a więc branża stosunkowo dojrzała. Najtrudniejsze wyzwania, które stoją przed tą spółką to raczej nie problemy o charakterze techniczno-inżynieryjnym, lecz społeczno-regulacyjne. Wyważanie wolności słowa z koniecznym zakresem moderowania treści jest zadaniem trudnym, politycznie i społecznie drażliwym. Nawet słuszna decyzja w tym zakresie może budzić poważne protesty różnych głośnych środowisk oraz wrogą reakcję polityków. Na dodatek platforma Twittera jest już mocno wrośnięta w amerykańską kulturę i zmiany w zakresie jej funkcjonowania budzić mogą kontrowersje i opór społeczny.
Łączenie mediów społecznościowych z usługami finansowymi jest również niezwykle trudne. Przekonał się o tym Mark Zuckerberg, który dysponując ogromnymi zasobami, od lat zmaga się z próbą zbudowania fintechowej części swojej spółki (Meta). Kontrowersje wokół platformy społecznościowej zamiast wspierać rozwój usług finansowych, generują nieufność regulatorów oraz użytkowników.
Do powyższych problemów dochodzi oczywiście sam model biznesowy Twittera. Istotna część jego przychodów pochodzi z reklam związanych z marketingiem marek, który słabo się komponuje z portalem społecznościowym promującym wolność słowa. Która duża korporacja chciałaby budować wartość swojej marki reklamując się obok jakiegoś dziwaka głoszącego niszowe i kontrowersyjne teorie na temat świata? Twitter nie dysponuje właściwą dla Facebooka silną pozycją w zakresie marketingu bezpośredniego reagowania (direct-response), zdominowanego przez mniejsze i liczne przedsiębiorstwa, która zapewniałaby poduszkę bezpieczeństwa w sytuacji, gdy wielkie korporacje zmniejszają nakłady na marketing. Użytkownicy Twittera są słabszymi odbiorcami dla gier mobilnych czy drobnego e-commerce, gdyż rzadziej przeglądają posty dla rozrywki czy zabicia czasu. Tłumaczy to próbę przebudowy Twittera w kierunku modelu subskrypcyjnego.
Na zakończenie warto także wspomnieć o problemach z Apple i jego agresywną polityką dotyczącą zarządzania App Store, haraczem pobieranym od płatności dokonanych przez użytkowników aplikacji pobranych z App Store oraz budową własnego biznesu reklamowego. Prawdopodobieństwo usunięcia Twittera z App Store wydaje się znikome. Jednak równie mało prawdopodobne jest zaprzestanie pobierania prowizji przez Apple od płatności dokonywanych przez przyszłych subskrybentów Twitter Blue, czyli zapowiadanego przez Muska subskrypcyjnego modelu korzystania z Twittera przez użytkowników chcących posiadać niebieski znaczek zweryfikowanego użytkownika oraz dodatkowe funkcjonalności, np. możliwość edytowania Twittów.
Ostatecznie więc, nie jestem więc pewien czy talenty Muska nie mogłyby być lepiej spożytkowane w innej dziedzinie, która ma więcej wspólnego z zaawansowanymi technologiami. A może właśnie przedsiębiorca, który głosi, że mu na czymś zależy, jeśli chodzi o społeczeństwo i cywilizację, nie powinien uchylać się od takich wyzwań jak restrukturyzacja globalnego, internetowego forum idei pomimo kosztów i nieuniknionych błędów w tym zakresie?
Na wieść o przejęciu Twittera Michael Dell pogratulował Muskowi odwagi i zadedykował mu słynny cytat z przemówienia Teodora Roosevelta dotyczący ludzi czynu, który odzwierciedla również i mój stosunek do tej transakcji i przedsiębiorcy, który za nią stoi:
“It is not the critic who counts; not the man who points out how the strong man stumbles, or where the doer of deeds could have done them better. The credit belongs to the man who is actually in the arena, whose face is marred by dust and sweat and blood; who strives valiantly; who errs, who comes short again and again, because there is no effort without error and shortcoming; but who does actually strive to do the deeds; who knows the great enthusiasms, the great devotions; who spends himself in a worthy cause; who at the best knows in the end the triumph of high achievement, and who at the worst, if he fails, at least fails while daring greatly, so that his place shall never be with those cold and timid souls who neither know victory nor defeat” (Theodore Roosevelt, Man in the Arena).
Fot: „Elon Musk (52005460639)” by Steve Jurvetson is licensed under CC BY 2.0.
