
Charlie Munger (biznesowy partner Warrena Buffeta) zwykł mawiać, że lubi precyzyjnie wiedzieć co go może zabić, żeby tego konsekwentnie unikać. Ceni więc pogłębione analizy gospodarczych nieszczęść, aby uczyć się na cudzych błędach. Książka o upadku spółki General Electric – T. Gryta, T. Mann, Lights Out: Pride, Delusion, and the Fall of General Electric – jest wyśmienitym przewodnikiem po całym archipelagu biznesowych potknięć, które prawie doprowadziły do katastrofy firmę uchodzącą niegdyś za niezniszczalną. Wyśmienita lektura dla menadżerów, inwestorów i profesjonalistów związanych ze światem gospodarki.
Założona pod koniec XIX w. przed T. Edisona i J.P Morgana spółka, przez ponad sto lat była ikoną amerykańskiego przemysłu, stając się podstawową pozycją w emerytalnym portfelu inwestycyjnym przeciętnego Amerykanina. GE wychował pośród swoich pracowników 2 noblistów, a przeprowadziwszy w swojej historii ok. 1300 akwizycji innych spółek, zanotował wzrost wartości z ok. 15 mld w 1980 do prawie 600 mld w 2000 roku. Jack Welch – prezes GE w latach 1981-2001 – został okrzyknięty „menadżerem stulecia” i stał się jednym z najbardziej poczytnych autorów książek o zarządzaniu.
W 2018 r. pogrążona w skandalach spółka została wyrzucona z prestiżowego indeksu Dow Jones, a w 2020 jej wartość spadła do ok. 60 mld. Spadek wartości o ponad 500 mld, to trochę tak jakby z portfeli inwestorów wymazać całe imperium Warrena Buffeta – Berkshire Hathaway. Książka przypisuje tę „zasługę” zasadniczo Jeffowi Immeltowi namaszczonego przez J. Welcha na swojego następcę. Pomiędzy zdaniami można jednak wyczytać, że korzenie kryzysu znaleźć można jeszcze w latach świetności GE za kadencji Welcha. Najciekawsze jest to, że GE do katastrofy doprowadzili bynajmniej nie cyniczni oszuści, lecz świetnie wykształceni i bardzo inteligentni menadżerowie.
Historia tej spółki pokazuje dobitnie jak kończy się robienie biznesu wyłącznie pod dyktando nastrojów na rynku kapitałowym. GE przez lata rozpieszczał inwestorów giełdowych za pomocą optymistycznych prognoz finansowych, które zawsze były realizowane, oraz stabilnej polityki dywidendowej. Gdy wyniki finansowe „nie dorastały” do ogłoszonych wcześniej prognoz to należało je odpowiednio „podrasować”: intratnie sprzedać parę lokomotyw do powiązanego podmiotu albo obniżyć wartość długoterminowych zobowiązań serwisowych wobec klientów. Książka miejscami może służyć za podręcznik manipulacji księgowych w dużej spółce przemysłowej. Jeżeli firma nie generuje wystarczającej gotówki na wypłatę dywidendy to zawsze można zaciągnąć na ten cel kredyt, bo przecież taki moloch ma prawie nieograniczoną zdolność kredytową. Jeżeli kurs jej akcji spada, bo inwestorzy zaczynają dostrzegać zalążki kryzysu, to zawsze można podpompować giełdową cenę za pomocą programu nabywania akcji własnych finansowanego za pomocą środków z dezinwestycji oraz kredytów.
Autorzy pokazują dobitnie czym kończy się kultura organizacyjna oparta na bezkrytycznym kulcie Prezesa-maczo, który nie toleruje krytyki i złych wiadomości. Jeden z nowych członków rady dyrektorów, po jednym z charyzmatycznych występów CEO zapytał swojego bardziej doświadczonego kolegi jaka w tej spółce jest rola rady dyrektorów w GE. Uzyskał wtedy odpowiedź , że zasadniczo chodzi o to by „wzbudzać aplauz dla Prezesa”… Efektem takiej kultury organizacyjnej jest to, że złe wiadomości nie docierają do najwyższych menadżerów i uniemożliwiają reagowanie na problemy na wczesnych etapach.
Katastrofa GE to także historia typowych dla wielobranżowych konglomeratów problemów z zarządzaniem różnymi gałęziami biznesu przez Prezesa, który na części z nich po prostu się nie zna. GE w znacznej mierze przeoczył także zieloną rewolucję w energetyce i przeinwestował w tracącą na znaczeniu branżę „oil & gas”. Jednym z morałów tej książki jest to, że najbardziej wyrafinowana marketingowa narracja nie może zastąpić doskonałości produktu – o czym uczą próby przekształcenia GE w dostawcę oprogramowania do zarządzania urządzeniami w ramach internetu rzeczy (IoT).
Książka przedstawia także poruszającą opowieść o ludzkiej pysze i głupocie w zakresie fuzji i przejęć – w tym o podążaniu za chwilowymi modami i przepłacaniu przy nabywaniu biznesowych „gwiazd sezonu”. Nabycie przez GE energetycznych aktywów francuskiego Alstomu to z kolei przerażający przykład transakcji, gdy miejsce zimnej analizy zajmuje rozdęte ego prezesa, który z monumentalnej akwizycji pragnie zbudować sobie pomnik własnego geniuszu. Doprowadziło to, po długotrwałym i kosztownym procesie, do nabycia przez General Electric mocno okrojonych przez polityków i regulatorów aktywów, w tracącej na znaczeniu branży, których wartość okazała się całkowicie niewspółmierna do zapłaconej ceny. Mityczne synergie pomiędzy oboma biznesami nie zdołały zrekompensować problemów rynkowych całej branży, wygórowanej ceny oraz kłopotów z integracją.
Można słusznie twierdzić, że tego typu gospodarcze błędy świetnie widać we „wstecznym lusterku” natomiast o wiele trudniej im zapobiegać. Jednak, jak mawiał Mark Twain – „historia się nie powtarza, ale się rymuje”, głównie dlatego że ludzka natura jest niezmienna. Dlatego warto zajrzeć do tej książki.
