
Dekarbonizację gospodarki i zieloną transformację warto postrzegać jako szansę dla Polski „załapania się” na kolejną rewolucję technologiczną. Kraje próbujące nadrobić dystans wobec wiodących gospodarek Zachodu powinny traktować każdy przełom technologiczny jako okazję do zbudowania pozycji w rodzących się nowych dziedzinach gospodarki. W ramach początkowego etapu transformacji ku gospodarce rynkowej Polska była raczej biorcą technologii, koncentrując swój model rozwoju na sprzedaży taniej siły roboczej. Ten model rozwoju z wielu przyczyn dawno wyczerpał swój potencjał (demografia, poziom zamożności). Polska nie zajmie też wiodącej pozycji w dojrzałych branżach przemysłu – nie zbuduje kolejnego Shella czy Samsunga. Każda rewolucja technologiczna to nowe rozdanie kart, w którym kraje z środka stawki na chwilę uzyskują szanse na dołączenie do czołówki – okazję na zbudowanie swojego odpowiednika TSMC (Taiwan Semiconductor Manufacturing Company – wiodącego na świecie producenta najnowocześniejszych mikroprocesorów i wizytówki gospodarki Tajwanu).
Dekarbonizacja gospodarki będzie jedną z największych przemian technologicznych w historii ludzkości. Wiążę się ona nie tylko ze zmianami sposobu wytwarzania energii i transportu, ale także tego w jaki sposób produkujemy żywność czy budujemy otaczającą nas rzeczywistość wykorzystując do tego plastiki, stal i cement. Zdaniem Billa Gatesa dekarbonizacja światowej gospodarki przyniesie ze sobą powstanie jeszcze dziesięciu wielkich przedsiębiorstw skali Tesli oraz tysiące mniejszych firm.
Mądra polityka państwa w zakresie transformacji ku niskoemisyjnej gospodarce może nie tylko przynieść korzyści dla klimatu, ale przede wszystkim pomóc rodzimej przedsiębiorczości zająć wiodącą pozycję w zakresie „zielonych” technologii. Zamówiony przez fundusz inwestycyjny Breakthrough Energy raport Boston Consulting Group szacuje potencjalne skutki niedawno uchwalonych w Stanach Zjednoczonych regulacji wspierających dekarbonizację kluczowych branż. Należą do nich: samochody elektryczne, czysta stal, zielony wodór, wyłapywanie i składowanie dwutlenku węgla (ważne z punktu widzenia branż, których szybka dekarbonizacja może być trudna: np. transport lotniczy dalekiego zasięgu), geotermia, fotowoltaika, długoterminowe magazynowanie energii, morska energetyka wiatrowa, nowoczesne małe reaktory atomowe. Łączna, globalna wartość rynku tych technologii do 2050 to 8.583 mld USD. W samych Stanach Zjednoczonych te innowacyjne dziedziny zielonej gospodarki wygenerują 2552 tysiące nowych miejsc pracy.
Branż tych raczej nie zbudują urzędnicy czy politycy chcący się „sprawdzić w biznesie” – to jest rola dla przedsiębiorców, którzy będą mieli odwagę i determinację by tworzyć innowacyjne przedsiębiorstwa w tych nowych obszarach. Jednak rola państwa we wspieraniu branż znajdujących się na bardzo wczesnych etapach rozwoju jest nie do przecenienia. Dotyczy to na przykład zielonego wodoru, gdzie zbudować należy praktycznie cały łańcuch wartości tego sposobu magazynowania energii – od jego produkcji z wykorzystaniem zielonej energii (np. słonecznej), przez jego transport i składowanie, aż po komercyjne wykorzystanie. Paradoksalnie te branże na najwcześniejszym etapie rozwoju rodzą największe szanse dla powstania wiodących polskich firm. W bardziej dojrzałych dziedzinach zielonej ekonomii – takich jak produkcja samochodów elektrycznych – karty już są zasadniczo rozdane. Pytanie brzmi tutaj czy transformację w kierunku elektrycznych samochodów przetrwają tradycyjni producenci typu Renault -znajdujący się po presją prowadzonej przez Teslę wojny cenowej i ekspansji chińskiego przemysłu samochodowego – aniżeli czy polskiej „Izerze” uda się włączyć do globalnego wyścigu (bo nie ma na to szans).
Przy czym nie chodzi tutaj wyłącznie o udział w budowaniu nowych dziedzin zielonej innowacyjności. Jak wskazuje wspomniany raport BCG znaczenie ma zajęcie pozycji lidera w wybranych technologiach, gdyż pozwala to na zbieranie swoistej premii za bycie najlepszym. Oczywiście, „Polska to nie Ameryka”, ale czasem znalezienie intratnego segmentu w nowych łańcuchach wartości jest możliwe – czego uczy np. gospodarka Tajwanu (przy założeniu, że znajdzie się także osobowość pokroju Morrisa Changa, założyciela TSMC). Antyklimatyczne tyrady rodzimych populistów nie przyniosą Polsce ani suwerenności, ani dobrobytu. Wobec swoistego wyścigu w zakresie zielonych technologii Stanów Zjednoczonych, Chin i Europy można jedynie włączyć się do niego jako partner albo być później ubogim krewnym kupującym technologie od liderów. Nie trzeba też być fanatycznym wielbicielem każdego pomysłu, który przychodzi z Brukseli, jednak warto mieć na uwadze, że zielona transformacja jest procesem ponadnarodowym i trudno będzie o lepszych sojuszników niż inne państwa europejskie. Jedno jest jednak pewne, że klimatyczny negacjonizm oznacza nie tylko brak odpowiedzialności za środowisko, w którym żyć przyjdzie naszym dzieciom, ale w dłuższym terminie jest prostym przepisem na gospodarczą biedę i zacofanie.
